środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 14.

Momentalnie cało ciało Eleny zesztywniało a jej serce mocniej zabiło. Wzięła gwałtowny oddech próbując się rozluźnić.
Bez skutku.
Spojrzała ponownie na Marco usiłując odczytać jakiekolwiek oznaki kłamstwa. Jedynym znakiem było unikanie jej wzroku.
- Kiedy? - spytała dziewczyna, ale chłopak zrozumiał.
- Parę dni temu była impreza u Jonasa. - zaczął a ona kiwnęła głową, że o tym wie. - Odwoziłem wszystkich do domu w tym Kevina. Wtedy powiedział, że nie rozumie dlaczego go ignorujesz, bo on się stara i że jesteś dla niego ważna i cię kocha.
Parsknęła śmiechem na nie dosłowność Großkreutza i rozluźniła się nieco. Jednak chwilę poczuła ukłucie w sercu. To było rozczarowanie.
- Blondasku, ja wiem, że się starałeś, ale on może mnie kochać jak siostrę. - wyjaśniła z przekąsem, na co prychnął.
- Gdybyś dała mi dokończyć zamiast perfidnie przerywać, to byś wiedziała, że tak nie jest. Chcąc podtrzymać temat spytałem o Lisę. A on odpowiedział, że nic dla niego nie znaczy i poszedł z nią tylko dlatego, że go poprosiła. Po chwili dodał, że z nią nie rozmawia odkąd go pocałowała i ma nadzieję, że się nie dowiesz.
- Za późno. - dodała cicho Elena.
- A na koniec podsumował, że nie może nic czuć do Lisy, bo kocha ciebie.
- To czemu mi tego nie powiedział? - wyrwało się brunetce zanim zdążyła pomyśleć.
Oboje znali odpowiedź, ale i tak Reus wyjaśnił:
- Z tego samego powodu co ty mu.
- Jaką mam pewność, że nie kłamiesz? - zapytała się go podejrzliwie.
- A ufasz mi? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Milczała.
Nie wiedziała czy mu ufa. Na pewno darzyła zaufaniem Kevina. On jej to pokazał na przestrzeni lat ich przyjaźni. Erik pomimo, że posłuchał jej i odprowadził do łóżka, okłamał ją, przemilczał sprawę pocałunku.
Ale czy Marco zasługiwał na jej zaufanie? Nie zawiódł jej po ich ponownym spotkaniu. Ani razu.
- Tak, ufam ci. - odpowiedziała wreszcie pewna swoich słów.
- To wiesz, że nie kłamię. - uśmiechnął się lekko po czym wskazał głową w kierunku drzwi. - Ja już pójdę, bo pewnie chcesz się z nim zobaczyć. - zakończył wstając i kierując się w kierunku drzwi.
Elena podbiegła do niego łapiąc go za ramię. W tej samej chwili odwrócił się i zderzyła się z jego klatką piersiową. Złapał ją w talii i parsknął śmiechem nie wypuszczając jej z objęć. Schylił głowę i złożył jeden, mokry pocałunek na jej szyi. Westchnęła przymykając na chwilę oczy. Następnie objęła go za szyję i pocałowała go prosto w usta.
Nie wiedziała co nią kierowało, aby to zrobić, ale nie żałowała tego. Gdy czuła jak dotyka jej ud a po jej plecach przebiega przyjemny dreszcz, jej decyzja stawała się jeszcze słuszniejsza. Gdy czuła jak obdarza namiętnymi pocałunkami jej usta, szyję, dekolt, nie pragnęła niczego innego.
W końcu oparła swoje czoło o jego. Oboje ciężko oddychali uśmiechając się lekko. Czuli zadowolenie z przebiegu całej sprawy. Nie żałowali tego a przynajmniej Elena. Chciała mu w jakiś sposób podziękować za to co zrobił dla niej. A że w taki sposób podziękowała, nie był ważny.
- Muszę już iść. - szepnął całując ją w czoło i wychodząc przez drzwi.
Stała przez chwilę patrząc jak zamyka za sobą drzwi po czym usiadła na kanapie analizując jeszcze raz słowa Reusa.
On ją kocha.
Kevin ją kocha.
Kevin Großkreutz ją kocha. I nie jak brat siostrę.
Jak chłopak dziewczynę.
Uśmiechnęła się do siebie. Tyle lat czekała na odwzajemnienie jej uczuć i w końcu to się stało. W tej chwili nie obchodził ją Reus czy Durm.
Obchodził ją Kevin. Chłopak, który wyciągnął do niej pomocną dłoń, stał się jej przyjacielem, towarzyszem przy oglądaniu meczy.
Muszę go zobaczyć, pomyślała i bez zastanowienia wyszła z bloku wcześniej zamykając drzwi. Elena zamówiła taksówkę i z niecierpliwieniem czekała na nią. Gdy przyjechała, niemal od razu się do niej wpakowała rzucając adres Großkreutza. Drogę przebywaną w 10 minut pokonała w 20 minut przez rosnące z każdą godziną korki.
Ze zdenerwowania i irytacji wybijała rytm palcami. Nie wiedziała co powie mu, gdy go zobaczy. Wyobraziła sobie minę chłopaka gdyby oznajmiła mu "Cześć Kevin! Kocham cię tak jak ty mnie!". Uśmiechnęła się gorzko na samą myśl o tym. Będę improwizować, postanowiła wysiadając z pojazdu. Pobiegła pod jego klatkę i zadzwoniła pod dziewiątkę. Gdy czekała próbowała wymyślić jakikolwiek scenariusz spotkania.
- Halo? - usłyszała głos Kevina i mimowolnie przeszły jej ciarki po plecach.
- To ja, Elena. - oznajmiła niepewnie a słysząc ciszę dodała. - Chciałam z tobą pogadać.
Chwilę później usłyszała dźwięk odblokowanych drzwi. Otworzyła je i weszła do środka kierując się pod drzwi Großkreutza. Gdy stanęła przed nimi spanikowała. Zdała sobie sprawę, że wcale nie chce tam iść.
- Dasz radę, Elena. - powiedziała cicho do siebie biorąc głęboki oddech i naciskając klamkę.
Ujrzała w nich Kevina. Stał oparty ręką o ścianę z niedbałą fryzurą. Obdarzył ją smutnym spojrzeniem. W tym wzroku krył się żal, ból. Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.
- Kevin, ja... - zaczęła, ale nie wiedziała za bardzo jak zakończyć. I ten przeszywający ją wzrok. Po raz pierwszy dostrzegła w nich tyle odkąd się znali. - Przepraszam chociaż i tak wiem, że to są tylko słowa, które niczego nie zmieniają. - spuściła wzrok na podłogę.
- Dlaczego?- zapytał ją zbliżając się do niej. - Znowu cię zawiodłem?
Pokręciła przecząco głową.
- To ja sobie coś ubzdurałam. - westchnęła na dotyk ciepłej dłoni chłopaka na swojej.
- Może oboje sobie coś ubzduraliśmy. - szepnął przenosząc swoją rękę na jej twarz.
Wstrzymała oddech i nie zastanawiając się długą pocałowała go. Odwzajemnił ten gest przyciągając ją jeszcze bliżej do siebie tak, że każda cząstka ich ciała przylegała do siebie. Zawiesiła ręce na jego szyi stając na palcach. Poczuła kłujący zarost na swojej twarzy, ale to ją jeszcze bardziej podekscytowało. Otoczyła swoimi nogami jego sylwetkę a on zachęcony jej ruchami oparł ją o ścianę. Zjechał swoimi ustami na jej szyję i tam się zatrzymał. Postawił ją na ziemi i przytulił ją do siebie.
- Od tak dawna o tym marzyłem. - wyszeptał zanurzając swoją twarz w jej włosach.
- Ja też. - odparła wtulając się mocniej w jego tors. Nawet nie wiesz od jak dawna, pomyślała.

Dziękuję za te miłe słowa. Wiele dla mnie znaczą, na prawdę.
Rozdziały będę dodawać dwa razy w tygodniu, aby jak najszybciej skończyć to opowiadanie i zająć się następnymi. Niektóre będą dłuższe, to Wam mogę obiecać.

Do następnego, xx

PS Zapraszam do udziału w ankiecie!

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 13.

- To było sześć lat temu. - zaczął opierając się plecami o kanapę. - Pamiętam, że grałem wtedy w młodzieżówce. Tak... - zamyślił się na chwilę. - Pamiętam, że codziennie dojeżdżałem na treningi a czasami się zdarzało, że zostawałem na noc u kolegów. To było wtedy, gdy mieli gości, więc dosyć często. Załatwiali mi nocleg u kolegi. W sumie lubiłem taki układ. Mogliśmy z moim kolegą grać do późna w Fife. To był okres, w którym najbardziej podszlifowałem umiejętności. - uśmiechnął się lekko, ale zaraz spoważniał. - Pewnego dnia zaproponował wyjście do klubu. Nie odmówiłem, bo nie chciałem wyjść na sztywnego a poza tym nigdy nie byłem tam. Gdy pierwszy raz weszliśmy, czułem się nieswojo. Zwykle wtedy siadałem przy barze i obserwowałem tańczących ludzi. I wtedy podchodziła do mnie dziewczyna. Miała na imię Dominica. - urwał na chwilę zamykając oczy. - Była wysoką, szczupłą, ładną blondynką. Była idealną towarzyszką do rozmowy. Potrafiła słuchać a nie tylko gadać. Pozwalała mi mówić o sobie, o moim życiu, o wszystkim. Chyba właśnie z tego powodu ją polubiłem. Od tego czasu często chodziliśmy w to miejsce. I ona zawsze była. Czekała na mnie przy barze. Nigdy ją o nic nie pytałem, ani ona sama się do tego nie siliła. Chociaż nie, zapytałem ją czy mieszka tu. Wtedy długo milczała, ale w końcu kiwnęła głową, wstała i odeszła. Oczywiście następnym razem była. Kiedy zobaczyłem ją ponownie widziałem, że nie jest tą samą Dominicą. Jednak znowu usiadłem obok niej. Tym razem przywitała mnie sztucznym uśmiechem podsuwając mi napój. Powiedziała, że trzeba w końcu wyjść na parkiet i że alkohol mi pomoże. I cholera, Elena, wypiłem to! - powiedział z jękiem wymawiając jej imię tak, że ciarki jej przeszły po plecach. - Poszedłem na parkiet tańczyć z nią i wtedy wiedziałem, że coś jest nie tak. Nadal udawałem przed sobą, że wszystko ok. Jednak wkrótce to mnie przerosło. Było mi słabo, kręciło mi się w głowie. Poszedłem do łazienki a ona podążyła za mną do aż do kabiny. - przerwał Erik chowając twarz w dłoniach. - Zgwałciła mnie. - wyszeptał. - A wiesz, co kurwa, jest najlepsze? Nie miałem nawet szesnastu lat. A ona wyglądała na conajmniej dwadzieścia.
- Dlatego mnie odpychałeś? I inne dziewczyny? - spytała cicho Elena kładąc dłoń na jego dłoni. Kiwnął głową. - Boisz się nas?
- Nie do końca. Boję się, że zostawicie mnie jak ona. Ta dziwka sobie po tym wszystkim wyszła nie mówiąc niczego! Nawet nie mogłem powiedzieć rodzicom, bo przecież nie wiedzieli, że chodzę do klubu! - uderzył pięścią w stół podnosząc głos. Widząc jej przerażoną minę opanował się. - Przepraszam. Tamtego dnia postanowiłem, że nie będę nigdy z żadną dziewczyną ani żadnej nie wykorzystam. I złamałem tą zasadę. Z tobą.
- Ale... My się tylko pocałowaliśmy, tak? - zapytała dziewczyna bacznie go obserwując.
- Dokładnie to ja cię pocałowałem a ty tylko to odwzajemniłaś. - uśmiechnął się lekko na co Elena się zarumieniła.
- Naprawdę mi przykro, że to cię spotkało. - zmieniła temat smutniejąc. - Jednak nie każda dziewczyna taka jest jak Dominica. Nie pamiętaj o tym a żyj tym, co jest i będzie. - oznajmiła kładąc mu dłoń na ramieniu.
W tej samej chwili Erik spojrzał na nią w dziwny dla niego sposób. Wziął jej drugą rękę kładąc na swoim ramieniu i przyciągnął ją do siebie. Oplotła go nogami nie odrywając od niego wzroku. Wstał również ją obserwując i oparł ją o ścianę. Przysunął swoją twarz do niej i delikatnie musnął jej usta.
Elena westchnęła rozluźniając się. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że odkąd pierwszy raz zobaczyła jego usta chciała je poczuć na sobie.
- Eleno Wright, czemu ty tak... - wyszeptał spod warg, ale nie dokończył, bo drzwi wejściowe się otworzyły.
Brunetka szybko opuściła nogi na ziemię zabierając ręce z jego ramion, ale nie zdążyła odsunąć się od chłopaka, bo zobaczyła Reusa.
Marco Reusa, który był zdziwiony pozycją w jakiej ich zastał. I oni byli zaskoczeni jego wizytą.
- Jak wszedłeś? - podjął rozmowę Durm odsuwając się od dziewczyny.
- Były otwarte. - odparł blondyn zakładając rękę na rękę.
- Więc co cię tu sprowadza?
Elena znała odpowiedź, więc spuściła wzrok.
- Szukałem Eleny. - odparł chłopak jak się spodziewała dziewczyna.
- Okay, więc chodźmy do mnie, Marco. - oznajmiła panna Wright kierując się w stronę wyjścia tuż za Reusem. Po raz ostatni odwróciła się, aby pomachać Erikowi na pożegnanie i wyszła.
W milczeniu otworzyła drzwi od swojego mieszkania wpuszczając Marco do środka. Sama usiadła na kanapie w salonie obejmując rękoma swoje nogi. Usiadł obok niej naśladując ją. Przechyliła głowę na bok a on powtórzył jej ruch. Parsknęła śmiechem.
- Przestań. - zarządziła Elena zmieniając pozycję na siad skrzyżny.
- Okay. - uniósł ręce Reus na znak braku sprzeciwu. Po chwili zmarszczył brwi. - Co to było? Dałaś sobie spokój z Kevinem?
- Nie wymawiaj tego imienia. - wysyczała biorąc gwałtownie powietrze do ust. - Nie zapomniałam całkowicie tylko tymczasowo. On jest szczęśliwy, więc chyba ja też mogę?
- Nie wyglądasz na szczęśliwą. - zauważył chłopak.
- Ugh... nieprawda.
- Myślę, że kłamiesz.
- Myślę, że za dużo myślisz, Marco. - stwierdziła panna Wright. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przestań się tak o mnie martwić.
- Tak myślisz? - spytał ją przysuwając się do niej.
Kiwnęła głową obserwując jego ruchy. Popchnął ją delikatnie tak, że znalazła się w pozycji leżącej i pochylił się nad nią. Schylił się nad jej szyją i zaczął delikatnie obdarowywać ją pocałunkami. Jęknęła cicho zanurzając rękę w jego włosach. Gdy przeniósł swoje usta na jej usta, jedyne czego pragnęła to zasmakowania ich jak najdłużej. Jednak on miał inny plan, bo oderwał się od niej wracając do poprzedniej pozycji. Spojrzała na niego z wyrzutem.
- Nienawidzę cię. - wyszeptała mając nadal przed oczami wcześniejszą sytuację.
- Oboje wiemy, że to nieprawda. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. A jako przyjaciel mam dla ciebie dobrą wiadomość. - na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech
- W dupie mam twoje wiadomości. - prychnęła zakładając rękę na rękę.
- Myślę, że możesz być z niej zadowolona.
- Czekam, panie Reus.
- A "proszę" to już nie łaska?
- Rezerwuję go tylko dla tych, na których mi zależy. - odparła ze złośliwym uśmiechem.
- To dobrze, bo chodzi mi o Kevina. I o coś co cię uszczęśliwi.
- Dobra, wygrałeś. - westchnęła Elena zrezygnowana. - Proszę.
Spuścił wzrok na swoje buty po czym oznajmił:
- Kevin cię kocha.

Czy to opowiadanie jest nudne czy ja tak kiepsko piszę, że ledwo co uzbierałam 5 komentarzy?
Oficjalnie ogłaszam, że postaram się jak najszybciej zakończyć to opowiadanie (w około 16 rozdziałach ująć to, co zamierzałam) i prawdopodobnie będę publikować częściej niż raz w tygodniu (jeśli ktoś będzie to komentował). 
Druga wiadomość to taka, że opowiadanie z Erikiem i Andreasem w roli głównej rozpocznie się wtedy, gdy Andi wróci na skocznie.
Ostatnia rzecz, którą chciałam Wam przekazać to nowa historia z Kamilem Stochem. Rozpocznie się w trakcie publikowania rozdziałów tutaj, ale nie wcześnie niż zakończy się to opowiadanie.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że będę miała czas w drugim semestrze, by pisać.

KOMENTARZ = MOTYWACJA

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 12.

Następne dni były wyjątkowo spokojne. Elena była zajęta pisaniem nowego, obszernego artykułu dla Bilda, więc przez ten czas miała głowę zajętą czymś innym niż Kevinem. I choć starała się z całych sił, nie udało jej się wyrzucić go z głowy.
Cały czas do niej dzwonił a ona cały czas milczała. Po prostu nie odbierała połączenia choć miała ochotę wyrzucić wszystko co jej ciążyło na sercu. To, że go kocha, że przespała się z Reusem, że Lisa jest podłą suką, że zranił ją bardzo.
Jednak milczała, bo wolała to, niż parę słów za dużo.
Kliknęła przycisk "Wyślij" i wzięła głęboki oddech. Czuła jak wspomnienia powracają, więc musiała coś zrobić. Założyła na siebie dres i słuchawki.
Po zamknięciu drzwi niemal zbiegła po schodach. Chciała jak najszybciej oczyścić umysł. Pomyśleć o czymś przyjemnym a nie o Großkreutzu, Reusie lub Durmie. Ci trzej przez ostatni tydzień zaskoczyli ją.
I to właśnie z tym pierwszym się zderzyła wychodząc przez drzwi. A już myślała, że ucieknie od niego.
Od problemów.
Przeklnęła w myślach chłopaka usiłując go wyminąć. Złapał ją za nadgarstek zmuszając ją, aby na niego spojrzała. Elena bezradnie dała złapać się za podbródek i podnieść go w górę.
- Co tu robisz? - spytała unikając jego wzroku. Do tego nie mógł mnie zmusić, pomyślała.
- To ja zadaję pytania, Elena. - powiedział ostro. - Chyba mam prawo po tym jak mnie olewałaś? - nieznacznie kiwnęła głową. - Dlaczego zatem mnie olałaś?
- Padła mi bateria.
- Dlaczego zatem nie poszłaś do Erika? Mu na pewno nie padła. - zauważył brunet z przekąsem.
- Bo nie! - podniosła głos dziewczyna wyrywając się z jego uchwytu. - Mam powody by cię ignorować i nie chodzić do Durma po telefon! A teraz mnie zostaw. - ostatnie zdanie wysyczała i odeszła.
Zostawiła go samego przed wejściem do klatki schodowej.
Sama z całych sił pobiegła przed siebie. Chciała go wyrzucić z pamięci i za każdym razem nie mogła. Zawsze musiał jej stanąć na drodze. I za każdym razem, gdy go widziała była skłonna wybaczyć mu wszystko.
Tyle, że nie mogła. Musiała mu pokazać, że nie jest pobłażliwa. Musiała być silna. Nie mogła ciągle ulegać jego słowom. I choć bardzo chciała, jej sumienie jej na to nie pozwalało.
Nie wiedziała gdzie jest dopóki nie stanęła pod blokiem mieszkalnym. Wydawał jej się znajomy, ale dopiero po dłuższej chwili skojarzyła go z domem Jonasa. Bez zastanowienia zadzwoniła pod wskazany numer z nazwiskiem "Hofmann". Po chwili usłyszała senne "Halo" i mimowolnie się uśmiechnęła.
- To ja, Elena.
- Jasne. Już wpuszczam. - odparł mechanicznie co wskazywało, że pomylił ją z listonoszem. Parsknęła śmiechem i weszła na klatkę schodową. Dotarła pod numer mieszkania chłopaka i powoli nacisnęła klamkę otwierając drzwi.
To co zastała przerosło jej oczekiwania. Mieszkanie wyglądało jakby przeszło przez nie tornado. Wszędzie walały się butelki, papiery czy opakowania po jedzeniu. Sam gospodarz nie wyglądał lepiej. Jedną ręką trzymał się za potargane włosy a drugą podpierał się o ścianę. Ubrany był w szary t-shirt i czarne, krótkie spodenki. Miał podkrążone oczy co świadczyło o tym, że zarwał noc.
- Co tu się stało? - spytała Elena żartobliwym tonem.
- Impreza, sama rozumiesz. - odpowiedział podążając do sypialni i rzucając się na łóżko. - A, że padło na mnie aby zorganizować to wszystko, to takie skutki.
- A kto jest taki okrutny? Przez nich się nie wyspałeś! - "oburzyła się" Elena.
- Erik, Kevin, Marco, Pierre? - oznajmił jakby to było oczywiste.
Przełknęła ślinę oglądając pokój.
- I jak było?
- A jak miało być? Chlaliśmy do północy, szczegółów ci nie zdradzę, wybacz, bo nie pamiętam ich. Po północy Marco odwoził wszystkich schlanych.
- Marco? - zapytała zdziwiona. Z tego co wiedziała, to on był drugi, zaraz po Kevinie, do picia alkoholu.
- Mówił, że nie chce zrobić czegoś czego będzie żałował. - wzruszył ramionami Jonas. Po dziewczyny kręgosłupie przeszedł zimny dreszcz.
Czy miał na myśli ją? Czy może zdradził coś z ich znajomości?
- Muszę do niego zadzwonić. - stwierdziła brunetka szukając w kieszeni telefon. Gdy nie znalazła go pacnęła się ręką w czoło. - Zapomniałam telefonu. - westchnęła.
Jonas uśmiechnął się lekko i pochylił się nad szafką biorąc telefon. Następnie rzucił jej w ręce mrucząc ciche "Sorry, ale nie chce mi się wstawać". Pokiwała głową ze zrozumieniem i wyszła z pokoju. Odblokowała telefon i od razu jej uwagę przykuła wiadomość a dokładnie jej imię. Spojrzała za siebie chcąc się upewnić czy Hofmann nadal leży w tej samej pozycji, choć to było wielce niemożliwe aby nagle wstał. Otworzyła panel "Wiadomości" i kliknęła na rozmowę z Erikiem. Jej oczom ukazał się całkiem interesujący widok, który lekko ją zaskoczył.

Erik: Zrobiłem to.
Jonas: Co?
Erik: Pocałowałem ją i cholera, podobało mi się. Pierwszy raz od tego momentu to zrobiłem. To nie ona, która była całkowicie pijana, pocałowała mnie tylko ja ją! Dobrze, że nic nie pamięta. Łatwiej będzie mi o tym zapomnieć.
Jonas: Nie możesz patrzyć w przeszłość! Żyj teraźniejszością i baw się! Szansa, że trafisz na kogoś podobnego jak wcześniej jest zerowa! I o kogo ci chodzi?
Erik: Jak to o kogo? O Elenę.

Niemal upuściła telefon biorąc głęboki wdech. Przeanalizowała jeszcze raz tą konwersację, ale nie musiała tego robić. Wszystko zrozumiała i gotowało się w niej. Nienawidziła kłamstw. Od dzieciństwa starała się tego nie robić a jak już musiała to bardzo rzadko. A teraz od osoby, która była dupkiem i obojętna na wszystko, dowiaduje się że się całowali. Nawet nie wiedziała czy to nie zaszło dalej!
Wbiegła do pokoju Jonas rzucając mu na łóżko telefon.
- Przepraszam! - krzyknęła do bruneta czytającego nie zamkniętą wiadomość.
- Stój! Elena, stój! - odkrzyknął za nią niezdarnie schodząc z łóżka, ale ona już go nie usłyszała.
Wracała szybkim krokiem do swojego domu modląc się, aby Erik był w swoim mieszkaniu. Najlepiej sam, bo nie chciała mu robić awantury przy znajomych.
Czuła rosnącą frustrację z każdym krokiem, bo nadal nie wiedziała co się wydarzyło pomiędzy nimi tamtego wieczoru! Nie chciała nawet myśleć, że mogła powiedzieć o jej relacjach z Reusem czy uczuciach do Kevina.
Gdy znalazła się pod drzwiami Durma zapukała i czekała. Nie wiedziała ile minęło, ale zaczęła się niecierpliwić. Po chwili jednak zobaczyła jak drzwi się otwierają i staje w nich Erik. Tym razem ubrany był w czerwoną koszulę w kratę i dżinsy. Odetchnęła w myślach z ulgi. Nie musiała już powstrzymywać się od patrzenia na jego umięśniony tors.
- Powiedz mi prawdę. - oświadczyła wchodząc do środka bez zaproszenia.
Podążył za nią, milcząc. Gdy się odwróciła, złapał ją w ramiona nie odrywając od niej wzroku. Czuła się jakby odkrywał wszystkie jej zakątki umysłu. Powoli przejechał wzrokiem na usta. Rozchyliła je nieco również nie spuszczając z niego wzroku. Czekała na jego ruch, ale on ją puścił głośno wzdychając.
- Usiądź. - poprosił i usiadł na kanapie. Dołączyła do niego siadając tuż obok. - To będzie długa historia.


Namieszałam? Tak miało być i powiem Wam szczerze, że jestem zadowolona z tego rozdziału.

Minął 2014 rok obfity w polskie sukcesy sportowe w wielu dziedzinach sportu i pozostaje mi życzyć w 2015 tego samego!

NEXT = 10 KOMENTARZY

PS Prośba do anonimów - czy moglibyście się podpisywać imieniem, nickiem, itp.? Mam wrażenie jakby wszystkie anonimowe komentarze pochodziły od jednej osoby.

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 11.

Siedziała po turecku na balkonie patrząc się w nieokreślony obiekt przed nią. Nic ją nie obchodziło. Poprawka. Kevin ją obchodził. Tak bardzo, że nie mogła znieść widoku całującego się z Lisą. Tą suką.
Słyszała jak co chwila dzwoni jej telefon, ale miała to gdzieś. Nie chciała teraz z nikim rozmawiać a szczególnie z Kevinem.
Pewnie nie był tego świadomy, ale zranił ją. Tak bardzo, że czuła ból wewnątrz klatki piersiowej. A nie mogła mu tego powiedzieć. W końcu są tylko przyjaciółmi. Pieprzonymi przyjaciółmi. To słowo zbrzydło jej. Było puste.
Aktualnie nie cierpiała całego świata. Za niesprawiedliwość. Czy życie było fair sprawiając aby głupia blondynka całowała się z chłopakiem, którego kocha? Nie rozumiała świata. Zamiast tego wyciągnęła ostatnią chusteczkę z paczki nakazując przestać płakać. Gdy myślała, że to ostatnie łzy one znowu spływały po jej policzkach. Poddała się
Marco odstawił ją pod dom jakąś godzinę temu. Wyglądał na zmartwionego. Widziała dezorientacje w jego oczach. Nie mógł jej pomóc i dobrze o tym wiedzieli. Zamiast tego zrobił coś co powinien zrobić jako znajomy. Przytulił ją do siebie głaszcząc ją po włosach i plecach, ale wiedziała że chciał więcej. Tyle, że nie mogła mu tego dać. Nie teraz.
- Ja pierdolę. - powiedziała podniesionym głosem wracając myślami do tej sceny.
Czemu nie dała się mu pocałować? Czemu nie mogła znowu zasmakować jego ust? Czemu odrzuciła jego gest, którego pragnęła najbardziej na świecie? Ponieważ jesteś głupia, Elena, odpowiedziała sobie natychmiast dziewczyna.
Usłyszała prychnięcie dochodzące z lewej strony. Spojrzała w tym kierunku i zmroziło ją. To znowu on, przemknęło jej przez głowę. Stał oparty o barierkę i obserwował ją błękitnymi oczami trzymając w ręce piwo.
- Ty tu mieszkasz? - spytała z lekką chrypką w głosie. Odchrząknęła.
- Tak. - przeciągnął samogłoskę upijając łyk z puszki.
- Nie macie przypadkiem treningu jutro?
- Jedna puszka piwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. - odparł uśmiechając się lekko.
Wypił napój do końca i dłonią zgniótł opakowanie.
- Nie powinieneś... - zaczęła, ale przerwała. Nie była jego matką, aby mu wypominać.
Zamiast tego wstała i podeszła do barierki balkonu. Oparła się o niego dłoniami. Stanęła na palcach i popatrzyła w dół. Czuła na sobie jego wzrok.
- Znasz to uczucie, kiedy kochasz kogoś przez połowę swojego życia a on po prostu spotyka się z kimś kto na niego nie zasługuje? A ty tylko patrzysz na to wszystko z boku! - podniosła głos kopiąc w murek balkonu. - Wiesz jakie to jest wkurzające? Nie, pewnie nie masz pojęcia, bo każdy z was może mieć każdą! Kurwa! - krzyknęła łapiąc się za stopę. Upadła na ziemię i rozpłakała się. Nie z powodu bólu fizycznego, lecz psychicznego.
- Nawet nie wiesz jak się mylisz. - powiedział blondyn po dłuższej chwili. Starannie dobierał słowa. - Myślisz, że ja, Erik Durm, może mieć każdą? Może tak, ale czy to, cholera, jest prawdziwa miłość czy zajęcie na jedną noc? Raczej to drugie.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem jak bez trudu przeskakuje przez swój balkon na jej. Patrzyła jak siada obok niej na pewną odległość. Jednak to nie jego wyczyn ją zaskoczył a słowa.
- Dlaczego jesteś taki? - wyszeptała odgarniając opadnięte włosy z twarzy.
- Jaki? - uniósł brew spoglądając na nią.
- Taki. - odparła Elena robiąc krótką przerwę, po czym kontynuowała. - Oziębły.
Zaśmiał się na jej słowa, ale nie odpowiedział. Tylko pokręcił głową jakby nie dowierzał. To jej przypomniało rozmowę z Hoffmanem.

- Co jest ze mną nie tak? - spytała Jonasa gdy wyszli na dwór.
- Nic. Jesteś w porządku. - zaprzeczył szybko po czym westchnął. - To jest skomplikowane, okay?
- Chyba zrozumiem.
- Ja ci tego nie mogę wyjaśnić. - stwierdził jej towarzysz spoglądając w ziemię. - Tylko on.

Westchnęła patrząc ponownie w jego błękitne oczy. Erik w tym czasie zamknął powieki i oparł się o ścianę. Gdyby tylko nie był takim dupkiem, pomyślała dziewczyna podziwiając jego urodę. Jego grzywka nieco oklapła, ale nadal prezentowała się przyzwoicie.
Gdy wstała, otworzył oczy i obserwował ją jak wchodzi z powrotem do mieszkania. Chwilę później wróciła z alkoholem a konkretnie z piwem. Usiadła obok niego a gdy chciał się odsunąć, złapała go za nadgarstek. Został, chociaż wyrwał się czym prędzej z uścisku. Nie skomentowała tego tylko mu wręczyła puszkę, którą natychmiast otworzył.
- Chociaż jesteś ostatnią osobą, przy której miałabym się upić to mam to gdzieś, bo chcę się upić. - stwierdziła Elena idąc w ślady Durma. - Mam nadzieję, że jak stracę kontakt z rzeczywistością odprowadzisz mnie chociaż do mieszkania, bo nie uśmiecha mi się spanie na balkonie. - dodała brunetka nie będąc pewna czy ją słucha.
Pili w milczeniu. Elena próbowała nawiązać z nim jakąś rozmowę, ale dała sobie spokój. Jednak im więcej piła tym więcej rzeczy zaczęła mówić. Niektóre miały sens inne nie. I w końcu urwał jej się film, ale właśnie się tego spodziewała. Chciała chwilowego zapomnienia.

Gdy się obudziła, poczuła jak głowa jej pęka od bólu. Gwałtownie wstała, ale szybko tego pożałowała. Poczuła się słabo i od razu poleciała zwymiotować do łazienki.
Chociaż nie powinna się upić wczoraj, nie żałowała tego. Choć przez chwilę mogła zapomnieć o bólu w jej sercu. A tego chciała najbardziej. Wymazać tą bolącą pustkę w środku.
Gdy wróciła do pokoju po wzięciu tabletek zobaczyła kartkę na stole, która nie była jej. Powoli podeszła do stolika biorąc do rąk papier.

Proszę.

Tyle zostało po Eriku w jej mieszkaniu. Zwitek papieru i jedno słowo na nim. Poczuła nagły przypływ wdzięczności w stronę chłopaka. Gdyby nie on pewnie by obudziła się w zupełnie innym miejscu. Postanowiła złożyć mu wizytę i spytać go o szczegóły wczorajszego wieczoru.
Zapukała delikatnie do drzwi poprawiając bluzę, która była dla niej za duża. Pamiątka po Kevinie i jego wizycie. I chociaż należała do niego, to założyła ją nie roniąc żadnej łzy.
Po minucie otworzył jej ubrany w same spodenki. Jego umięśniony tors przykuł jej uwagę. Oboje byli zdziwieni. On jej obecnością a ona jego półnagością. Przeniosła wzrok na jego twarz nie ulegając pokusie zjechania wzrokiem niżej.
- Co tu robisz? - spytał opierając się o framugę drzwi.
- Chciałam cię spytać o szczegóły wczorajszego wieczoru, bo obawiam się że coś mi uciekło. - odparła nieco żartobliwie, ale to jej głosu był poważny.
Spuścił wzrok na swoje buty intensywnie się nad czymś zastanawiając. Po chwili kiwnął głową i przepuścił ją w drzwiach. Niech on założy tą koszulkę, pomyślała podążając za nim.
Weszli do jego sypialni co zdziwiło Elenę. Wskazał jej fotel a on sam padł na niepościelone łóżko. Położył się na plecach zamykając oczy.
- Co pamiętasz?
- Siedzieliśmy na balkonie i rozmawialiśmy o... - zatrzymała się usiłując przypomnieć sobie szczegół. - Nawet tego nie pamiętam!
- Rozmawialiśmy długo aż w końcu zrobiło ci się zimno i weszliśmy do środka. Wspomniałaś coś o Kevinie i Marco a następnie padłaś zmęczona na kanapę. Zaniosłem cię do łóżka i wróciłem do siebie. - opowiedział jej nie zmieniając pozycji.
Odetchnęła z ulgą i położyła się na łóżku. Nie odsunął się a nawet lekko się uśmiechnął, ale nie wiedziała czy to z jej powodu.
Tak czy inaczej, zaakceptował ją i nie unikał jej. Elena odetchnęła z ulgą. Może w końcu zdradzi jej swój sekret. To on głównie nakręcał ją, aby poznać go bliżej. Chciała wiedzieć czego z Hofmannem tak ściśle kryją. i może już wkrótce miała się tego dowiedzieć.

Szczerze? Ten rozdział jest słaby, zdania nie mają sensu, ale obiecuję że będzie lepiej! 
To opowiadanie będzie liczyło maksymalnie 30 rozdziałów, ale może to ulec zmianie choć to mało prawdopodobne. Potem przeniosę się na ten blog a następnie zacznę historię o Szczęsnym, która siedzi w mojej głowie od roku lub Stochu, która od paru dni nawiedza moją głowę. Wszystko zależy od tempa pisania rozdziałów.

NEXT = 9 KOMENTARZY

PS Trzymamy kciuki za Kamila!
PS 2 Szczęśliwego Nowego Roku!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 10.

Spojrzała na zegarek nerwowo skubiąc rąbek sukienki. Tak. Elena Wright ubrała najbardziej znienawidzone przez nią ubranie. Brunetka chciała jakiejś zmiany. A przecież w pewnym sensie one wychodzą na dobre?
Chciała również się przypodobać Marco choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Cały czas miała w myślach Kevina. Przyjaciela, którego bezwarunkowo kochała. Którego chciała za wszelką cenę zdobyć.
Spojrzała ponownie na zegarek. Reus wczoraj napisał jej w smsie, że wpadnie po nią o dwunastej. Do tego czasu został niecały kwadrans. Miała nadzieję, że będzie punktualnie, bo za niecałe czterdzieści pięć minut miała być w biurze Bilda.
Przeniosła wzrok na fotografię przedstawiającą ją i Kevina. Podeszła do niej i ją wzięła do ręki. Przyjrzała się uśmiechniętym od ucha do ucha przyjaciołom. Chłopak obejmował dziewczynę ramieniem. Wyjęła zdjęcie z ramki i spojrzała na odwrocie na datę. Maj, dwa tysiące drugi rok.
Wróciła myślami do tej daty. Dokładnie trzy lata przed wyjazdem do Madrytu. Właśnie skończyła podstawówkę. Zauważyła, że byli ubrani w koszulki Borussii. Z pewnością wybierali się na mecz. Stali w pokoju Kevina, bo to on miał bliżej na stadion. Ona mieszkała na obrzeżach Dortmundu.
Odłożyła fotografię przypominając sobie zachowanie Reusa. Nie chciała być negatywnie nastawiona do tego spotkania. Choć, jak stwierdziła potem, na pewno nie zniechęciło jej do spotkania z blondynem. Nawet je lubiła.
Gdy usłyszała dźwięk dzwonka, przygładziła sukienkę i swobodnie podeszła do drzwi. Otworzyła je i od razu ujrzała Marco stojącego z torbą z Pumy.
- Hej. - przywitał się pogodnie. Zamachał torebką zwracając na nią uwagę.
- Hej. Co masz w tej torbie.
- Wiedziałaś, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - zapytał i wszedł do środka nie pytając dziewczyny o zgodę.
- Zaryzykuję. A poza tym sam chciałeś, abym spytała. - wystawiła mu język zamykając drzwi.
- Nie. - przeciągnął ostatnią literę unosząc brwi.
Elena podeszła do niego i dźgnęła go w brzuch. Zaśmiał się i złapał za bolące miejsce upuszczając torbę. Podniosła ją pośpiesznie wyciągając trykot BVB. Spojrzała na Marco, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- Odwróć. - powiedział cicho.
Posłusznie ją obróciła o zobaczyła napis "Reus" z jedenastką. Uśmiechnęła się lekko spoglądając na piłkarza. Zarumienił się lekko spuszczając wzrok na swoje buty.
- Czyżby Marco Reus się zarumienił? - spytała z rozbawieniem robiąc przeciągłe "o".
Podszedł do Eleny stając naprzeciw niej.
- Cicho, niech to będzie nasz sekret. - szepnął jej do ucha. - W torbie jest jeszcze karnet na ten sezon. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdziesz w niej. - wskazał na koszulkę, którą odłożyła z powrotem do torby.
- Jakie to urocze. Postaram się przyjść i was dopingować. - parsknęła śmiechem. Spojrzała na zegarek i szybko złapała go za rękę. - Musisz mnie zawieźć na krótkie spotkanie w mojej pracy.
Wyszli pośpiesznie z jej mieszkania zbiegając po schodach. Co minutę dziewczyna patrzyła na zegarek. Blondyn widząc jej pośpiech odjechał spod bloku z piskiem opon i łamał wszystkie zasady ruchu drogowego. Przejeżdżał na czerwonym świetle, skręcał w zabronionych miejscach. Gdy popatrzyła na niego zszokowana jego jazdą wzruszył ramionami i stwierdził, że mandat mu nie straszny.
W efekcie dojechała pod miejsce pięć minut przed spotkaniem. Marco z zaciekawieniem oglądał budynek. Spojrzała na niego modląc się, aby się nie dowiedział się miejsca jej pracy. W końcu pracowała dla Bilda, gazety, która miała duże dojścia w środowisku piłkarskim. Na przykład ją.
- Wrócę za około kwadrans. - pożegnała się z nim pośpiesznie wychodząc z auta.
W budynku mieściły się różne firmy, w tym Bild. Nie miał logo na zewnątrz, co ją dziwiło, ale nie żądała wyjaśnień. Po prostu tak było.
Redakcja gazety mieściła się na pierwszym piętrze, więc Elena zamiast czekać na windę pobiegła po schodach. Gdy dotarła do gabinetu szefa, wzięła głęboki oddech i zapukała.

- Już jestem! - oznajmiła wsiadając do auta.
Marco spojrzał na nią oburzony.
- Spóźniłaś się o minutę i pięćdziesiąt dziewięć sekund! - upomniał ją nie odrywając od niej wzroku.
- Serio? - zmartwiła się dziewczyna.
- Nie. Żartowałem. - zaśmiał się i ruszył autem. - Gdzie chcesz jechać?
- Może do tej kawiarni co ostatnio? - zaproponowała patrząc jak prowadzi.
- Może w jakieś inne miejsce? - spiął się przez chwilę Marco, ale zaraz znowu się rozluźnił. - Znam fajną restaurację, która...
- Ja chcę do kawiarni. - założyła rękę na rękę robiąc minę naburmuszonego dziecka.
- Dobrze, dziecinko. - zgodził się Reus głaszcząc Elenę po głowie.
- Dzięki, tatusiu. - podziękowała dziecięcym głosikiem brunetka, po czym zaśmiali się.
Dojechali w 10 minut pod kawiarnię. Jak Elena oceniła na oko, nie było dużo ludzi. Obserwowała przechodniów w aucie, podczas gdy blondyn poszedł do bankomatu wypłacić pieniądze.
Coś jednak jej nie pasowało. Czuła na sobie wzrok i wcale jej się to nie podobało.
Odwróciła się szukając tej osoby. Nic nie zauważyła a mimo to nadal ktoś ją obserwował. Spojrzała w kierunku kawiarni i zobaczyła ją.
Siedziała przy oknie obserwując ją. Ubrana była w białą koszulę, przez którą prześwitywał czerwony biustonosz i dżinsy. Cały jej różowy zestaw wyparował.
Chwilę później zdarzyło się coś co zmroziło ją. Kevin usiadł naprzeciwko niej a patrząc na kurtkę, która wisiała wcześniej, spotkał się z nią. Z Lisą Andelberg. Nie z Eleną Wright. Odwróciła na chwilę wzrok a gdy spojrzała ponownie całowali się.
Najzwyczajniej w świecie się całowali. Coś o co Elena starała się od dawna ona ma od razu.
Poczuła jak łzy napływają jej do oczu i spływają po policzkach. Wzdrygnęła się, gdy poczuła jak Marco je ociera kciukiem. Nie zauważyła jak wsiadł do samochodu, ale to nie było istotne. Ważne było, że przytulił ją do siebie głaszcząc po włosach. On wiedział o ich spotkaniu, przemknęło jej przez głowę, ale nie miała siły by się na niego gniewać.
Kiedy już się wypłakała w jego ramionach złapał ją za podbródek zmuszając, aby popatrzyła na niego. Czekała na to co chce zrobić. Wpatrywał się w jej usta zastanawiając się nad czymś. Zrób to, pomyślała, proszę zrób to. On jednak tego nie zrobił. Zamiast tego zapytał:
- Jak długo?
- Ale co? - odparła pytaniem zagubiona w jego toku rozumowania.
- Jak długo go kochasz?
- Kogo? - grała na zwłokę. Poczuła jak zimny pot oblewa jej plecy.
- Kevina.
- Nie wiem. - odpowiedziała po dłuższej chwili dając za wygraną. - Od dawna. Zanim wyjechałam. - wyszeptała spuszczając wzrok.
Patrzył na nią przez chwilę po czym puścił jej podbródek. Przyciągnął Elenę do siebie opierając swoje czoło o jej. Westchnął kręcąc lekko głową.
- Chciałbym cię pocałować, ale nie mogę. - wyszeptał wpatrując się w jej oczy. - Chciałbym ci coś powiedzieć, ale nie mogę. - powiedział cicho odrywając się od niej. Uderzył pięścią o kierownicę. - Nie mogę, rozumiesz? - oznajmił podniesionym głosem.
Patrzyła na jego wybuch złości ze zdezorientowaniem. Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Zamiast tego milczała wpatrując się w niego. Gdy spojrzał na nią ponownie wyczytała z jego oczu ból. Delikatnie splótł swoją dłoń z jej dłonią nie spuszczając z Eleny wzroku.
- Obiecuję ci, że nie spieprzę tego. - obiecał dziewczynie coś czego w tym momencie nie rozumiała.

Tak szybko wbiłyście 7 komentarzy, że aż mnie zatkało! Dziękuję!
Mam nadzieję, że się rozdział spodoba, bo ja uważam go za dobry. Ach! Funkcja obserwowania się pojawiła, więc zapraszam.

NEXT = 8 KOMENTARZY

Do następnego!

PS That it's too late to apologize, it's too late
I said it's too late to apologize, it's too late

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 9.

- To znowu ty. - powtórzyła chłodno. Ten sam, co zignorował ją na treningu.
- We własnej osobie, księżniczko. - odparł z chrypką. Twarz chłopaka wykrzywiła się w blady uśmiech.
- Co tu robisz? - spytała patrząc bacznie w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się ponownie, nieco ironicznie.
- Przyszedłem do przyjaciela. - oznajmił akcentując ostatnie słowo. Elena bez słowa wpuściła go do środka nie mogąc uwierzyć, że ktoś taki mógł się przyjaźnić z Jonasem.
Gdy pomyślała o nim, od razu się pojawił w holu. Był zdziwiony obecnością jego przyjaciela, ale szybko do niego podszedł i uściskał go.
- Cześć dupku. - przywitał się z nim Hofmann. Dziewczyna spojrzała na niego z niedowierzaniem i zdziwieniem.
- Cześć. - odparł "dupek".
- Znasz Elenę?
- Nie. - powiedział szybko chłopak i spojrzał wymownie na przyjaciela. On jednak nie przejął się tym wzrokiem.
- Elena, to Erik. Erik to Elena. - przedstawił ich sobie, ale żadne nie wyrażało chęci do podjęcia tematu. - Okay... Och, znalazłem telefon! Zaraz zadzwonię po taxi. - krzyknął patrząc na stolik, gdzie znajdował się przedmiot. Elena i Erik spojrzeli na niego. Jedno z rozbawieniem, drugie ze zdziwieniem.
- Nie musisz, Jonas. - uśmiechnęła się lekko brunetka. Zlustrowała przy okazji Durma.
Tak znała go. Przynajmniej z widzenia. Wiedziała, że był obrońcą, ale nie wiedziała że w rzeczywistości był takim człowiekiem. Uważała go za przystojnego i sama się dziwiła dlaczego nikogo nie ma, ale widocznie poznała powód. Był dupkiem. Przystojnym dupkiem. Miał blond włosy zaczesane na bok, przyciągające na odległość, błękitne oczy i perfekcyjne usta. Dodatkiem był przyjemny głos. Określenie Hoffmana idealnie pasowało do niego. Chociaż czuła wyraźną niechęć do blondyna, intrygował ją.
- Napewno? - wyrwał ją z zamyślenia brunet. Kiwnęła głową. - To chociaż z tobą poczekam na dworze. - zaproponował na co przytaknęła. Mogła go spokojnie wypytać o Durma. Zostawiła ich na chwilę i zadzwoniła po taksówkę. Następnie wyszli razem z mieszkania schodząc na dół. Oczywiście Elena nie uraczyła Erika żadnym pożegnalnym słowem ani on się tego nie domagał. Widać było u niego obojętność a nawet niechęć do niej. I to ją irytowało.
- Co jest ze mną nie tak? - spytała Jonasa gdy wyszli na dwór.
- Nic. Jesteś w porządku. - zaprzeczył szybko po czym westchnął. - To jest skomplikowane, okay?
- Chyba zrozumiem.
- Ja ci tego nie mogę wyjaśnić. - stwierdził jej towarzysz spoglądając w ziemię. - Tylko on.
- Kto?
- Erik, ale nie naciskaj na niego. Może kiedyś...
- Co kiedyś?
- Patrz! - pokazał palcem na coś z tyłu. Odwróciła się gwałtownie. - Taksówka już jest.
- Hej, nie dokończyłeś. - naburmuszyła się brunetka.
- O to chodzi. Przynajmniej wiem, że jeszcze się spotkamy. - uśmiechnął się szeroko, gdy samochód zatrzymał się niedaleko nich. - Do zobaczenia! - pomachał jej, gdy zbliżała się do pojazdu. Wsiadła do pojazdu. Kiedy myślał, że już go nie widzi, kopnął z całej siły o murek nieopodal miejsca, gdzie stali.
Od razu po powrocie do domu wzięła się do pracy. Włączyła komputer i natychmiast jej uwagę zwrócił nowy mail. Otworzyła go modląc się o przedłużenie terminu. Nic bardziej mylnego. Miała czas do jutra by wysłać pracę. Czym prędzej otworzyła edytor tekstu i już miała zacząc pisać, gdy zamarła. Nie potrafiła skleić choć zdania. Cały czas przed oczami miała Durma. Wyobraziła sobie jak podszedł do niej z uśmiechem a po chwili jego twarz wykrzywiła złość. Potem przeistoczył się w jej szefa. Otworzyła oczy kręcąc głową. Spojrzała na ekran komputera i bardzo powoli napisała pierwszy akapit tekstu. Dołożyła do niego dwa następne. Na końcu spojrzała na nie i nie czytając ich wysłała do szefa.
Chwilę później zadzwonił jej telefon. Pośpiesznie złapała go w rękę i odebrała biorąc głęboki oddech.
- Halo? - odezwała się niepewnie.
- Co to ma być? - zagrzmiał głos po drugiej stronie. Przeklnęła w myślach. - Miałaś wysłać na inny adres!
- Przepraszam.
- Wiem, że dopiero się uczysz, ale powinnaś wysłać na artikel@bild.de.
- Będę pamiętać. - zapewniła.
- To do jutra! - pożegnał się z nią pogodnie i rozłączył się.
Dziewczyna prychnęła opierając się o fotel. Wyłączyła komputer i pogrążyła się w swoich myślach.

- Kim chciałabyś być w przyszłości? - zapytał ją Kevin patrząc się na boisko.
- A ty? - spytała unikając odpowiedzi. - Piłkarzem. - odparł uśmiechając się lekko. - Nie odpowiedziałaś mi.
- Nie wiem kim chcę być. - powiedziała cicho. Objął ją ramieniem.
- Możesz być kimkolwiek chcesz. Jesteś świetna z polskiego. Zawsze mi pomagasz, chociaż jesteś w niższej klasie. Ba! Jeszcze w gimnazjum. - uśmiechnął się, po czym kontynuował. - Jesteś ładna. Możesz zostać modelką. Jesteś też inteligentna. Naprawdę masz w czym wybierać. Tylko wybierz mądrze. - mrugnął do niej mocniej ją przytulając.

*

- Pamiętasz co ci mówiłem pod koniec gimnazjum o zawodzie? - zapytał, gdy wracali po ich pierwszym spotkaniu do domów. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Kiwnęła głową.
- Jakżebym mogła zapomnieć twoje święte słowa. - parsknęła śmiechem przypominając sobie ich rozmowę sprzed laty.
- Jaki zawód wybrałaś?
- A ty? - spytała jak wtedy.
- Wiesz przecież. Powiesz?
- Dziennikarką sportową. Chyba twoje korki u mnie utwierdziły mnie w przekonaniu o tym zawodzie. No i oczywiście piłka. - uśmiechnęła się mrugając do niego.


W wieczorem, w sobotę dodałam Erika do zakładki "Bohaterowie", więc kto tam zajrzał (czyli nikt) ten znał odpowiedź na zagadkę.
Mam nadzieję, że ten rozdział choć trochę zrekompensuje Wasz zły humor po przegranej Borussii z Herthą a mi, że nie mogłam pojechać na ten mecz (choć miałam 2 godziny drogi do Berlina).

NEXT = 7 komentarzy

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 8.

- To do jutra. - pożegnał się Marco gdy zajechali pod jej mieszkanie. Zdziwiona uniosła brwi.
- Jak to jutro?
- Jeszcze się dobrze nie poznaliśmy. - uśmiechnął się blondyn. - Nie wiemy o sobie jeszcze wielu rzeczy.
- Jakiś ty ciekawski. - westchnęła Elena przewracając oczami.
- I zadzwonię. - dodał zachęcająco. - Obiecuję.
- To do jutra! - pochyliła się aby go pocałować. Nie w usta jak oczekiwał chłopak a w policzek.
- Jeszcze to nadrobimy! - krzyknął przez okno, gdy zbliżała się do drzwi. Wybuchnęła śmiechem. Pomachała mu na odchodne i weszła na klatkę schodową.
Po wejściu do mieszkania przebrała się w coś luźniejszego. Od razu wzięła się za swoje obowiązki, ale trudno było się jej skupić. Przed oczami miała cały miniony dzień. Co chwilę uśmiechała się na wspomnienie Reusa wygłupiającego się z Kevina. Potem ta kawa, podczas której miło spędziła czas. Zauważyła, że dużo ją łączy z Marco. Podobny charakter, podejście do życia i oczywiście zamiłowania. Oboje lubili się dobrze zabawić, żyć chwilą i nie patrzeć na konsekwencje.
Jednak jak z czasem zauważyła miał kilka różnych twarzy. Raz był szarmancki, taki idealny. W innej sytuacji zabawny, wesoły a w tej ostatniej poważny, zdystansowany, lekko ironiczny. Zauważyła ją wtedy, gdy zaczął mówić o paparazzi. Najbardziej lubiła tą drugą twarz. Nie lubiła ludzi, którzy chcą być ideałami. A nie chciała nie lubić Reusa.
Oderwana od zajęć natłokiem myśli postanowiła się przejść. Ubrała bluzę, słuchawki i wyszła z mieszkania.
Nie wiedziała gdzie chce pójść. Szła przed siebie poznawając na nowo Dortmund. Ruch pieszych na ulicy był umiarkowany. Najwięcej ludzi było przy stadionie. Szli w kierunku FanShopu lub wejścia na Signal Iduna Park. Przystanęła na chwilę i usiadła na pobliskiej ławce. Przymknęła oczy rozkoszując się miejskim szumem. W rytmie muzyki lecącej z telefonu zaczęła lekko ruszać głową. Do tego doszło stukanie piętą o ziemię. Elena, robisz z siebie idiotkę, pomyślała, lecz nie przejęła się tym specjalnie. Jednak coś jej przeszkadzało. Nie mogła się do końca rozluźnić.
Otworzyła oczy. Przed nią przechodzili ludzie kompletnie nie zwracający na nią uwagi. Po lewej siedziała para również nie patrząc w jej stronę. Spojrzała w prawą stronę i na chwilę wstrzymała oddech.
- Ty mnie śledzisz? - spytała chłopaka siedziącego tuż obok niej i zdjęła słuchawki.
- Nie, wracałem do domu z zakupów. - pokazał dwie pełne torby. Z zaciekawieniem zajrzała do środka i zaśmiała się.
- Rozumiem, że szykuje się małe chlanie. - uśmiechnęła się myśląc o zakupionym alkoholu w reklamówkach.
- Nie! - zaprzeczył brunet i uśmiechnął się łobuzersko. - Uzupełniałem zapasy.
- Niezła ściema.
- Ale ja prawdę mówię! - położył prawą rękę na sercu. - A może wejdziesz do mnie? Też mam fajną muzykę. Potańczymy...
- ...przy procentach.
- To ty to powiedziałaś, mała.
- Powiedział Jonas Hofmann. - prychnęła patrząc na jego niewysoki, jak na piłkarza, wzrost.
- Hej, hej, hej koleżanko! Masz coś do mnie?
- Nie skądże. - szybko zaprzeczyła Elena, ale uśmiech wkradł się na jej twarz.
- Tak myślałem. Chodźmy! - oznajmił i zaprowadził ją do swojego mieszkania, które było niedaleko.
Szli może z pięć minut gdy ujrzeli nowoczesny blok mieszkań. Był biały, wysoki i otoczony ze wszystkich stron płotem. Każde mieszkanie miało średniej wielkości balkon wychodzący w ich stronę a obok niego okno. Taki schemat był w co drugim mieszkaniu poziomo. Ci co nie mieli, posiadali dwa okna. Całość jednak była godna podziwu.
- No nieźle. - szepnęła do siebie.
Jonas podszedł do furtki i za pomocą karty, którą przyłożył do czytnika, otworzył je. Przepuścił pierwszą Elenę a następnie sam wszedł.
- Z drugiej strony jest parking a obok niego plac zabaw jakbyś chciała się pobawić. - oznajmił uśmiechając się lekko.
- To chodźmy! - zaproponowała i nie czekając na jego reakcję pobiegła tam. Słyszała jak się zaśmiał, ale podążył posłusznie za nią.
Usiadła na huśtawkę i mocno odepchnęła się nogami. Wokoło nie było nikogo. Poleciała wysoko w górę i zamknęła oczy. Przypomniała sobie jak to Kevin w dzieciństwie ją bujał. Dzielnie odpychał ją od ziemi tak, że wydawało jej się wtedy, że może dotknąć samych chmur.
Teraz było tak samo. Gdy zniżała się ku ziemi Poczuła jak zostaje nagle odepchnięta ponownie. Tym razem to Jonas ją odepchnął, ale już nie tak wysoko.
- Hej, hej, koleżanko! - krzyknął Hofmann a ona otworzyła nagle oczy i przez nieuwagę wyleciała z huśtawki na piasek. Na szczęście był to niska odległość i nie zabolało ją mocno. Natomiast wybuchnęła śmiechem, kiedy chłopak pochylił się zatroskany nad nią. Pamiętała jak Großkreutz patrzył na nią podobnym wzrokiem a potem oboje śmiali się do łez. Nie znali powodu, ale to była jedna z tych chwil, gdy czuła Elena czuła z nim dziwną, trwałą więź. Być może to była przyjaźń a może coś więcej. Jednak mogła ona zniknąć wraz z wypowiedzeniem dwóch słów "Kocham Cię".
- Kontaktujesz ze światem? - spytał Jonas. Zamyślona spojrzała na niego i lekko kiwnęła głową.
Pomógł jej wstać i powoli doszli do jego domu. Na szczęście mieszkał na trzecim piętrze, ale brunetce to było obojętne. Brunet ciągle o czymś mówił, ale gdy się zorientował że gada do siebie przestał. Wydawał się odrobinę zasmucony. Wpuścił ją do swojego mieszkania, posadził ją na sofie i sam na chwilę zniknął. Dziewczynie się wydawało, że czekała pół godziny ale było to o wiele krócej.
Wkrótce wrócił niosąc ze sobą koszyczek z napojami. Ku zaciekawieniu Eleny postawił go na stole i po kolei wyciągał rzeczy. Jak się okazało był to alkohol. Zaczynając od piwa kończąc po winie a nawet wódce.
- Bez alkoholu nie ma zabawy! - powiedział zgodnie z mottem Kevina. - Coś lekkiego na początek?
- Nie. - westchnęła. - Coś mocnego, bo muszę zapomnieć o czymś o czym nie chcę dzisiaj myśleć.
Chłopak posłusznie nalał jej trunek a ona od razu go wypiła do dna. Zamknęła na chwilę oczy chcąc poukładać wszystko w głowie. Następnie zaczęła swój wywód:
- Zawsze chciałam być szczęśliwą. Mieć rodzinę, przyjaciół, chłopaka. To drugie zostało spełnione, ale reszta nie. Niby mam przyjaciół, lecz kto tak naprawdę jest mi lojalny? W każdej chwili mogą mnie zostawić. A tego najważniejszego mogę w jednej chwili również stracić przez dwa głupie słowa. Wiesz jakie to frustrujące? Znacz kogoś całe życie, wiesz o nim wszystko a tu nagle dupa. Czasami w życiu spotykamy osobę, którą kochamy i nie możemy bez niej żyć. Ale, kurwa, jeden błąd, popieprzony błąd i jesteś sam. Naprawdę świat jest dziwny. - wzięła łyk alkoholu, który w międzyczasie dolał Hofmann. - A najgorsze, że nie mamy wpływu kto tą osobą będzie. Miłość nie wybiera? Bzdura. Miłość to względne uczucie. Mówimy o nim sami nie znając jego znaczenia. Może ja też nie wiem co to jest. Może się tylko zadurzyłam? Miłość nie zawsze jest związana z naszym "osobistym narkotykiem". Możemy kogoś potrzebować, ale nie kochamy go, chcemy wykorzystać. I pojawia się pytanie gdzie jest sprawiedliwość na świecie? Nie ma jej, rozumiesz? - zakończyła swoją wypowiedź szeptem. Zamknęła oczy i poczuła wewnętrzny spokój. Było jej lżej, gdy mogła z siebie to wyrzucić.
- Hej, napewno nie jest tak źle jak myślisz. - próbował pocieszyć ją chłopak. - Jakoś się spotkaliśmy a to już jakaś sprawiedliwość, co nie? - spytał Jonas wywołując uśmiech na twarzy dziewczyny.
- Może masz rację. - przytaknęła mu Elena. - Jednak muszę wrócić do domu, bo mam obowiązki, niestety. - westchnęła zrezygnowana wstając i kierując się ku wyjściu. Brunet podążył za nią.
- Zamówić ci taksówkę?
- Nie.
- I tak ci zamówię. - oznajmił wesoło i wrócił do salonu po telefon.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi na który brunetka lekko podskoczyła ze strachu. Parsknęła śmiechem na własną reakcję.
- Otworzysz? - spytał ją spoglądając na nią przez ułamek sekundy. Kiwnęła twierdząco głową. - Nie mogę znaleźć telefonu.
Z uśmiechem na ustach podeszła do drzwi chcąc jak najmilej przywitać gościa. Perfekcyjna pani domu, pomyślała. Otworzyła drzwi i po chwili jej uśmiech zbladł. Każdego się spodziewała, ale nie jego.
- To znowu ty.

No to bawimy się w "Zgadnij kto to!"!
A tak na serio to przepraszam za rozdział z jedno-dniowym opóźnieniem. Postaram się dodawać na czas. Obiecuję!

Dacie radę 6 komentarzy?

PS KUBA WRACA DO PODSTAWOWEGO SKŁADU! RADUJMY SIĘ!