sobota, 4 kwietnia 2015

ZAWIESZAM

Zawieszam bloga do odwołania. Jestem TU i TU.

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 19.

Brnęła przez niewielkie zaspy śniegu uważając, aby się nie poślizgnęła. W myślach przeklinała ten śnieg, lód a przede wszystkim zimę. Dopadła z radością drzwi od mieszkania i otworzyła je. Wytarła całkowicie mokre buty o wycieraczkę zdejmując płaszcz.
- Kevin już jestem! - krzyknęła, ale odpowiedziała jej cisza. - Znowu spotkał się z kolegami. - mruknęła zrezygnowana nastawiając wodę na herbatę. To była rzecz, której teraz potrzebowała.
W międzyczasie udała się do sypialni po koc i włączyła telewizję w salonie. Zalała herbatę i usiadła z nią na sofie okrywając się kocem. Znalazła jakiś film i zaczęła go oglądać pijąc gorący napój. Poczuła jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Czuła się dobrze choć nie była zadowolona z faktu, że musiała iść tak długą drogę z przystanku do domu. Nowego mieszkania.
Mieszkali ze sobą niecały tydzień i Elena musiała stwierdzić, że nie było źle. Często, gdy wracała z pracy, Kevina jeszcze nie było w domu. Miała cały, ogromny dom dla siebie, do którego nie mogła się jeszcze przyzwyczaić. Cały czas myliła pokoje z układem pomieszczeń w swoim starym mieszkaniu. Nie miała też do nikogo blisko jak wcześniej. Musiała jechać autem lub jak dzisiaj iść.
Wyłączyła telewizor i przymknęła oczy kładąc się na sofie. Pojawił się jej widok roześmianego Hoffmana, uśmiechniętego Reusa i zamyślonego Durma. Chciała ich odwiedzić, ale wiedziała, że szansa na powodzenie jest u Jonasa. Reszta unikała jej i nie chciała mieć z nią do czynienia.
Zacisnęła mocniej powieki, ale zniknął tylko Hofmann. I Marco, i Erik  zostali w jej umyśle. Starała się to zignorować, ale udało się po pewnym czasie. Zasnęła a dwie postacie zniknęły.
Obudziło ją trzaskanie drzwiami. Automatycznie otworzyła oczy i zobaczyła sfrustrowanego Großkreutza wchodzącego do domu. Delikatnie się podniosła, ale on nawet na nią nie spojrzał. Zamiast tego usiadł na krześle chowając twarz w dłoniach.
Brunetka wstała i podeszła do chłopaka. Gdy dotknęła jego ramienia, spiął się, ale nie zareagował. Zajęła krzesło tuż obok niego i czekała aż coś powie. Nie chciała wyciągać z niego na siłę. Po prostu siedziała cierpliwie.
Po kilku minutach uniósł wzrok na nią a w jego oczach zobaczyła nienawiść. Przeraziła się, bo była skierowana do niej. W głowie przeszło jej milion myśli i sytuacji. Jednak jedna wydawała się słuszna do tego zdarzenia.
Kevin się dowiedział, że spała z Reusem.
- Kevin, to było... - zaczęła, ale on jej przerwał uderzając ręką o blat.
- Ufałem ci! - oświadczył podniesionym głosem. - A ty to wykorzystałaś!
Już chciała odpowiedzieć, gdy zdała sobie sprawę, że nie o to chodziło Kevinowi co jej.
- O czym ty mówisz? - spytała wprost.
- O czym? - powtórzył i parsknął śmiechem. - Oszukałaś nas. Nie tylko mnie, ale też Marco. Powinnaś się wstydzić.
- Powiesz mi w końcu o co ci chodzi? - zirytowała się panna Wright. Nadal nie wiedziała co chodziło po głowie Großkreutzowi.
Na jej pytanie prychnął, ale wyciągnął coś z torby treningowej i rzucił na blat.
Było to dzisiejsze wydanie Bilda. Z jej małym artykułem. Szybko przewróciła strony gazety szukając swojej notki w mniejszych rubrykach, bo tak umawiała się z szefem. Jednak nie było go tam.
Spojrzała zdziwiona na piłkarza a ten rzucił:
- Dziewiętnasta.
Posłusznie przerzuciła strony i ukazał jej się obszerny artykuł na dwie strony. Wytrzeszczyła oczy, bo to nie było jej dzieło. Spojrzała na podpis i ujrzała swoje imię i inicjał nazwiska. To pomyłka w drukarni, pomyślała gorączkowo.
Zaczęła czytać pierwszy akapit, ale po jednym zdaniu rzuciła gazetą przed siebie.
- To nie ja to napisałam! - krzyknęła podchodząc do leżącego "Bilda" i podarła go. - Nigdy nie oczerniałabym Borussii a szczególnie publicznie! Przecież wiesz! - spojrzała na niego, ale unikał jej wzroku.
- Już nic nie wiem, Elena. - odpowiedział po dłuższej chwili. - Chciałbym ci wierzyć, ale to co tam jest za bardzo przemawia za tobą. - dodał i zniknął za drzwiami sypialni.
Uderzyła pięścią o ścianę, ale zamiast ulgi poczuła ból i bezsilność.
Drżącymi rękoma usiadła do laptopa szukając artykułu. Cały czas miała w głowie słowa Kevina. Wpisała słowo "Bild" w wyszukiwarce i skierowała się na ich stronę. Odnalazła go i z łzawiącymi oczyma przeczytała całość. Co chwilę wierzchem dłoni ocierała oczy, bo tekst jej się rozmazywał. Sięgnęła po chusteczki wycierając rozmazany makijaż.
Gdy dokończyła czytać już nie czuła bólu. Czuła złość i bezsilność. To właśnie dzięki jej szefowi mogła stracić Großkreutza i wszystkich jego kolegów za jednym razem. Jej zleceniodawca okazał się oszustem. Zmienił jej krótką notkę na temat gry BVB na obszerny artykuł obrażający klub.
Zawsze uważała, że jest to uczciwy, porządny facet. Choć był wymagający nigdy nie miała problemu z otrzymaniem wypłaty czy jednodniowym urlopem. Jednak zobaczyła jego prawdziwe oblicze i to sprawiło, że czuła się bardzo oszukana.
Jak mogła to naprawić? Strasznie trudno było udowodnić, że to nie jej wina. Cały tekst zgrała na pendrive'a i po podaniu go szefowi usunęła go, z paluszka i swojego komputera.
Najpierw musiała wyjaśnić tą sytuację a następnie złożyć wymówienie i znaleźć porządniejszą, uczciwszą pracę. Tak wiele razy zastanawiała się dlaczego tak szybko redaktorzy się zmieniają w jej pracy i w końcu poznała odpowiedź. Mieli dosyć kłamstw.
Potem musiała wyjaśnić innym, że to nie jej artykuł. Wiedziała, że wielu jej nie uwierzy, ale miała nadzieję, że niektórzy zaskoczą ją pozytywnie.
Bo nadzieja umiera ostatnia. A ona i miłość była jej podporą do wyjaśnienia tej sprawy.

Nie obiecuję, że skończę to opowiadanie. Nie wiem nawet, czy potrafię się zmotywować do napisania 3 ostatnich rozdziałów. Jeśli nie będzie tu żadnych komentarzy, to zawieszę bloga lub usunę. Oczywiście cały czas możecie mnie tutaj zastać.

Do następnego, xx

środa, 25 lutego 2015

Jest sens?

Gdy przeprowadzałam ankietę, okazało się, że mam dużo liczbę czytelników (jak na mnie). Jednak patrząc na ilość komentarzy i odwiedziny, liczba ta zmalała. Czy opowiadanie Wam się jeszcze podoba czy mam je usunąć? Bo weny mi brakuje, a pomysły na inne opowiadanie (głównie związane ze skokami) są i kumulują się. Sama napisałam, że jak skończę tą historię, to zacznę blog z Kamilem Stochem. Tylko nie wiem, czy ten koniec już nadszedł, czy nie.
Napiszcie tu w komentarzach tylko jedno słowo ("Tak" lub "Nie)" na pytanie zawarte w tytule.
JEST SENS?

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 18.

Z jego ust wydobyło się ciche parsknięcie. Puścił ją od razu i odsunął się od niej. Nie przeskoczył na swój balkon tylko się przechadzał po jej. Intensywnie nad czymś myślał marszcząc brwi. Zacisnął usta i zerknął przelotnie na nią. Po chwili stanął ponownie blisko niej a na jego twarzy majaczył się żałosny uśmieszek.
- Wykorzystałaś mnie, prawda? - zapytał ją Erik.
Wytrzeszczyła oczy na chłopaka. Na pewno nie chciała go wykorzystać!
- Nie. - odparła Elena. - Wczoraj to ustaliliśmy. Chciałam się z tobą pożegnać i porozmawiać.
- Niezłe to twoje pożegnanie. - prychnął. - A o czym chcesz porozmawiać?
Wzięła głęboki oddech i odpowiedziała:
- O tym, co do siebie czujemy.
- Dobrze, porozmawiajmy. - zgodził się Durm zbliżając się do muru. - Ja czuję niechęć do ciebie. A ty?
- Niechęć? A kto mnie pocałował, kiedy się upiłam?
- Ja. - przyznał zgodnie z prawdą chłopak. - Czuję do ciebie niechęć, ale i tak pocałowałbym cię jeszcze raz gdybym był w tej sytuacji. - wyznał normalnym tonem jakby to była zwykła pogawędka. - A ty?
Słysząc jego wyznanie zaniemówiła na chwilę, lecz po chwili odpowiedziała pewnie:
- Jestem z Kevinem.
- No i co z tego? - zirytował się Erik podchodząc do niej bliżej. Wstrzymała oddech. - Możesz go sobie kochać a czuć coś do kogoś innego.
- Kocham go. - powiedziała jeszcze pewniej brunetka. - Do ciebie czuję... fascynację? Nie umiem tego określić. Jesteś tajemniczy, uczuciowy, wrażliwy a do tego przystojny.
- Może niech tak zostanie. - oznajmił po dłuższej chwili blondyn. - Pozostanę dla ciebie tajemniczą, uczuciową, wrażliwą a do tego przystojną osobą a ty dla mnie osobą, która zna jedną moją tajemnicę. Zapomnijmy o wszystkim co zrobiliśmy. To są tylko czyny. Na dodatek puste. Do widzenia, Eleno. - pożegnał ją dotykając jeszcze raz jej policzka i oddalił się od niej.
- Do zobaczenia, Erik. - szepnęła sama do siebie. Nadal do niej nie docierały słowa i gesty chłopaka.
A powinny już dawno.

Nazajutrz przed południem zjawił się Kevin. W ciągu nocy Elena zdała sobie sprawę, że nie była na to gotowa i nie chciała zmian w swoim życiu. Odpowiadało jej to, jak jest. Oprócz relacji z Reusem i Durmem, ale na to mogła przymknąć oko.
Gdy mieszkała sama, była niezależna, wolna. Mogła po swojemu planować cały dzień, modyfikować go w każdej chwili. Nie miała żadnych ograniczeń i zobowiązań. Musiała tylko nie wydawać całej pensji i słuchać, wykonywać polecenia szefa.
A teraz miało to się zmienić.
Przez całą, bezsenną noc zdążyła spakować część swoich rzeczy w walizki i pudła. Szczególnie starannie zapakowała zdjęcia oprawione w ramki. Były to większość zdjęcia z dzieciństwa, ale były też sprzed kilku miesięcy. To z rodzicami przed powrotem do Dortmundu lub to z Kevinem i Lennym po przyjeździe. Na samym dnie pudła schowała karteczkę od Erika. Chciała, aby choć część Durma była z nią w nowym mieszkaniu. To chore, krzyczała część jej umysłu, ale zlekceważyła ten sygnał.
Również koszulka od Marco wylądowała w walizce. Nie wiedziała czy ją kiedykolwiek założy, ale czuć było na niej perfumy Reusa. Jesteś dziwna, odezwał się ten sam głos, ale ponownie go zignorowała.
Gdy więc usłyszała dzwonek do drzwi, szybko je otworzyła. Poczuła usta chłopaka na swoich. Nie odwzajemniła gestu za co siebie skarciła. Czekałaś tyle lat, idiotko, pomyślała Elena odsuwając się od Kevina. 
Udała, że nie widziała jego zdziwienia na jej zachowanie i ręką pokazała, aby podążył za nią pokoju. Posłusznie udał się do pokoju w jej towarzystwie. Popatrzyła na pudła sprawiając, że i on spojrzał na nie. Milcząc wziął jedno z nich i wyszedł z mieszkania. Po kilku minutach wrócił i wziął następne.
Gdy ponownie opuścił jej mieszkanie westchnęła patrząc przez okno. Widziała jak Großkreutz wkłada karton do bagażnika czarnego samochodu pokrytego białym puchem. Był to śnieg.
Zbliżała się prawdziwa zima. Nie ta kalendarzowa a pogodowa. Jak na koniec listopada było dość ciepło aż do dzisiaj. Temperatura spadła poniżej zera. Co raz mniej ludzi wychodziło na dwór bez żadnego odzienia. Z każdym dniem było mniej zieleni. A tak lubiła ten kolor.
Odwróciła się i zobaczyła Kevina w drzwiach. Opierał się o nie krzyżując ręce na piersi.
- Wcale nie chcesz się przeprowadzać. - usłyszała.
W duchu przyznała mu rację, ale na głos zaprzeczyła:
- Nie o to chodzi. - westchnęła obracając wzrok ku oknu. - Śnieg.
- Nie lubisz zimy, zapomniałem. - oznajmił brunet trochę wstydliwym głosem.
Podeszła do niego na bardzą bliską odległość.
- Nie musisz pamiętać wszystkiego. Powinniśmy się poznawać a z każdym dniem będzie lepiej - powiedziała patrząc mu w oczy. - Ja się dzisiaj dowiedziałam, że świetnie wyglądasz w tej koszuli. - dodała bawiąc się guzikami jego ubrania.
- A ja, że wolisz gdy jest ciepło, bo wtedy możesz zobaczyć nas bez koszulki na meczu. - uśmiechnął się cwanie piłkarz.
Zaniosła się śmiechem odpychając Großkreutza od siebie. Wzięła torebkę i wyszła rzucając:
- Czekam w samochodzie i radzę ci się pośpieszyć, bo sobie pojadę!
Nie usłyszała szybko odpowiedzi, bo chłopak zapewne szukał kluczyków w kieszonce koszuli. Jednak po chwili usłyszała swoje imię:
- Elena! Dorwę cię!
Ponownie wybuchnęła śmiechem. Było to szczere z jej strony, ale nadal pozostawała nieugięta w swojej decyzji.
Nie chciała tej przeprowadzki.

Ten rozdział jest mega krótki, za co przepraszam, ale nie mam siły go poprawiać. Leżę chora w łóżku i szczerze mówiąc, nie chce mi się nic robić, ale od 2 tygodni nic nie dodałam (przez mała ilość komentarzy) i stwierdziłam, że w końcu trzeba.
Enjoy!

PS Jest tu ktoś jeszcze?

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 17.

Obudziły ją promyki słońca przedostające się przez żaluzje. Uchyliła lekko powieki przysłaniając ręką światło. Podniosła się patrząc na chłopaka, który jeszcze spał. Jego odsłonięta klatka piersiowa unosiła się i opadała równomiernie. Natomiast włosy były potargane przez palce Eleny co dodawało mu tylko uroku.
Brunetka uśmiechnęła się na ten widok i udała się do kuchni wcześniej ubierając szlafrok. Wyciągnęła z lodówki wszystkie potrzebne jej rzeczy ciesząc się, że Kevin uzupełnił swoje zapasy. Postawiła je na stole i schyliła się wyciągając z szafki patelnię. Zaczęła robić naleśniki, które w połączeniu z nutellą szybko przyciągnęły do kuchni piłkarza.
Po kilku minutach pierwsza porcja wylądowała na talerzu, więc po paru minutach pojawił się Kevin w samych bokserkach. Pocałował ją krótko, ale z uczuciem i zabrał się do jedzenia naleśnika. Elena parsknęła śmiechem, ale nie skomentowała tej sytuacji. Dokończyła swoją robotę i usiadła obok chłopaka. Jedli nie odzywając się do siebie, bo dopiero teraz poczuli jak są głodni.
Gdy skończyli, Großkreutz zaoferował zmywanie naczyń. Sama panna Wright usiadła obserwując jego poczynania. Chwilę później przypomniał się jej ważna rzecz. Wstała i zbliżyła się do bruneta kładąc mu dłoń na nagich plecach. Odwrócił się unosząc jedną brew.
- Mogę skorzystać z laptopa? - spytała nie zdejmując ręki. Kiwnął głową z powrotem wracając do przerwanego zajęcia.
Poszła do sypialni biorąc urządzenie i wracając z nim do kuchni. Włączyła go, wpisała hasło i otworzyła pocztę. Serce jej przyspieszyło, gdy zauważyła nową wiadomość. Była z pracy. Szybko ją otworzyła pochłaniając wzrokiem jej zawartość po czym pisnęła z radości.
Kevin spojrzał na nią zaskoczony i kiedy wytarł ręce w ręcznik, dołączył do niej. Dziewczyna zarzuciła mu swoje ręce na szyję i mocno się do niego przytuliła odnajdując jego usta. Pocałowała je z radością, bo ona z niej emanowała. Odwzajemnił gest pogłębiając go.
- Co świętujemy? - zapytał z uśmiechem odrywając się od dziewczyny.
- Bild zaakceptował mój artykuł i za tydzień pojawi się w prasie!
- Ty dla nich pracujesz? - spytał nieco podejrzliwie Kevin pesząc pannę Wright.
- Tak.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś? - zadał pytanie z wyrzutem.
- Tak wyszło. - odparła nieśmiało Elena.
- Żartowałem, Elena. - oznajmił widząc jej minę. Po chwili wybuchnął śmiechem a dziewczyna do niego dołączyła. Przytulił ją do siebie i wyszeptał jej do ucha:
- Bardzo się cieszę i jestem z ciebie dumny.
Wkrótce siedzieli w samochodzie i jechali w kierunku jej mieszkania omawiając szczegóły przeprowadzki.
- Przyjadę jutro i zabiorę część twoich rzeczy. - zaproponował Kevin.
- Okay. - zgodziła się Elena chcąc jak najszybciej zakończyć ten temat.
Wcale nie była pewna czy to dobry ruch. Wiedziała, że Großkreutz tego chciał, ale czy to był powód aby się zgadzać? Zrobiła to pod wpływem impulsu. I mogła tego żałować. Lubiła mieszkanie chłopaka. Było duże, nowoczesne, ale nie mogło zastąpić jej własnego, skromnego lokum. Również nie chciała opuszczać Erika. Może nie dogadywali się jak dawniej, ale wiedziała, że on potrzebuje przyjaciół. A teraz miała go opuścić. Bolało ją to, ale nie dopuszczała do siebie tego stanu.
Dotyk na jej ramieniu wyrwał ją z własnych myśli. Spojrzała na bruneta, który pochylił się, aby ją pocałować na pożegnanie. Nie odrzuciła tego pocałunku, ale też nie była w niego do końca zaangażowana. Wysiadła z auta i pomachała na odchodne swojemu chłopakowi.
Idąc po schodach do swojego mieszkania postanowiła złożyć wizytę Durmowi. Nie wiedziała czemu teraz, ale nie kierowała się rozsądkiem. Kierowała się sercem.
Stanęła przed drzwiami i wyciągnęła rękę w kierunku dzwonka, ale w tej samej chwili drzwi się otworzyły. Ujrzała Jonasa, który na jej widok od razu się uśmiechnął.
- Cześć, Jonas. - przywitała się z nim Elena. - Jest Erik?
- Tak, na balkonie. - odparł szybko chłopak po czym dodał. - Nie przeprosiłem cię za tamto.
Brunetka powróciła myślami do sytuacji, gdy zobaczyła konwersację Hofmanna z Durmem.
- To ja przepraszam, bo to ja ci grzebałam w telefonie.
- Nie, nie, nie. - zaprzeczył chłopak. - Powinienem ci powiedzieć. Może nie o wszystkim, ale o części na pewno.
- No to jesteśmy kwita. - obdarzyła piłkarza uśmiechem, który odwzajemnił.
- No to... na razie! - pożegnał się Jonas, ale widząc jak dziewczyna kieruje się w stronę swoich drzwi, dodał. - A ty nie do Erika?
- Nie, pogadamy na balkonie. - mrugnęła do niego i pomachała na odchodne zamykając drzwi.
Gdy brunet zniknął jej z pola widzenia, zdjęła kurtkę i udała się na balkon. Nie zdawała sobie sprawy jak bardzo się denerwuje tą rozmową.
Po wejściu od razu go zauważyła. Stał przy barierce popijając piwo. Jak zwykle, pomyślała dziewczyna. Również podeszła do barierki odwracając się w jego stronę.
Spojrzał na nią, ale szybko się obrócił. Unikał jej. Znowu. Ponownie ją ignorował tak jakby nic się pomiędzy nimi nie wydarzyło. Nie chciała tak się z nim żegnać. Był to najgorszy scenariusz z możliwych.
- O co ci znów chodzi?! - zapytała zirytowana panna Wright.
- O co mi chodzi? - odpowiedział pytaniem na pytanie Durm zawieszając na niej wzrok. - O nic.
- Przestań kłamać! Powiedz mi prawdę! - krzyknęła zduszonym głosem reflektując się szybko. Byli na dworze i każdy ich mógł usłyszeć.
- Chcesz znać prawdę? - zapytał przeskakując przez balkon jak wcześniej. Kiwnęła głową obserwując jego ruchy.
Bez słowa zbliżył się do niej wsuwając palce w jej włosy. Uniosła brew wiedząc, że zaraz ją pocałuje. Jednak Erik zaprzestał na tym. Od jego twarzy dzieliły ją centymetry.
- Pocałuj mnie. - wypalił chłopak przenosząc swoją dłoń na jej policzek. Przejechał nią od kości policzkowych aż po żuchwę.
- Ale... Kevin... - zająknęła się Elena, bo nie wiedziała co zrobić.
Z jednej strony przypomniały się jej odczucia w stosunku do Durma, kiedy omało się nie pocałowali. W tamtej chwili chciała tego jak i teraz.
- Nie myśl o nim. - syknął blondyn.
Nie zastanawiając się długo złożyła na jego wargach delikatny pocałunek, który on zamienił w namiętny. Jego dłoń ponownie znalazła się w jej włosach a druga powędrowała na plecy. Panna Wright położyła dłonie na jego ramionach i stanęła na palcach chcąc zmniejszyć odległość między nimi.
I tak jutro mnie tu nie będzie, powiedział jej głosik w głowie, który ją orzeźwił. Zatrzymała się i lekko odsunęła od Durma. Spojrzał na nią zdziwiony a ona tylko wyszeptała:
- Jutro się wyprowadzam stąd do Kevina.

Mógł być lepszy...
Od razu przepraszam za to opóźnienie, ale tak wyszło... Mam nadzieję, że to już się nie powtórzy.
Borussia wygrała (w końcu) z Freiburgiem, więc perfect evening się szykuje z trenem Kochanowskiego.
Do następnego, xx

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 16.

Gdy wyszli ze stadionu Borussii Dortmund, udali się wspólnie do samochodu i wsiedli do niego zapinając pasy.
- Do ciebie czy do mnie? - rzucił Kevin odpalając silnik.
- Do ciebie. - odparła natychmiast Elena.
W milczeniu odpalił silnik i ruszył z parkingu. Jechali dość długo, bo nie tylko oni wracali ze stadionu. Blisko 70 tysięcy fanów pragnęło bezpiecznie i szybko znaleźć się w domu. Z tego powodu droga zajmująca maksymalnie 20 minut zajęła około godzinę. Nie przejmowali się tym, bo wiedzieli że mają dla siebie całą noc.
- Dlaczego Marco tak się zachował? - w pewnej chwili rzuciła pytanie Elena.
Kevin spojrzał na nią przez chwilę po czym odparł:
- Nie wiem. Zwykle się tak nie zachowuje. Ostatnimi dniami unika cały zespół i nie pali się do rozmowy z nami.
- Może przez Caroline? - zasugerowała brunetka wyglądając przez okno. Byli blisko mieszkania chłopaka.
- Może. - mruknął parkując w garażu.
Zgasił silnik i wysiadł z auta. Podszedł do drzwi od strony dziewczyny i szybkim ruchem je otworzył. Gdy stanęła na chodniku, objął ją ramieniem. Ruszyli do bloku powolnym krokiem.
- Jesteś bardzo zmęczony po meczu? - zapytała go panna Wright. - Może gorąca kąpiel?
- Z tobą zawsze. - odpowiedział Großkreutz z uśmiechem na twarzy.
- Chciałbyś.
- Chciałbym.
- A ja nie chcę...
- To cię zaciągnę. - pogroził jej Kevin.
- ...chcę w łóżku. - dokończyła swoją myśl Elena z triumfalnym uśmieszkiem na ustach.
Znajdując się pod drzwiami mieszkania chłopak je szybko otworzył. Brunetka weszła do środka, ale zaraz została odwrócona w stronę bruneta. Objął jej twarz dłońmi i zachłannie wpił jej się w wargi. Westchnęła w duchu odwzajemniając pocałunek i kierując się po omacku do sypialni. Gdy się tam znaleźli Großkreutz popchnął ją na łóżko sam się nad nią pochylając. Powoli zjechał swoimi ustami na szyję robiąc "malinki" na skórze dziewczyny. Zaczerwieniła się odrobinę, ale nie przeszkodziła mu w jego poczynaniach. Sama otoczyła swoimi nogami biodra chłopaka i przyciągnęła go do siebie. Jęknął a po chwili poczuła jak jego penis "staje". Chłopak w zamian zdjął jej koszulkę i zanurzył swoją twarz w jej piersiach wywołując coraz krótsze, częstsze oddechy Eleny. Nie pozostała mu dłużna i zgrabnym ruchem również pozbyła się jego koszuli i po chwili jeździła palcami po jego muskulaturze. Pod opuszkami palców poczuła przyspieszone bicie serca i niezmiernie ją to zadowoliło.
- Elena. - usłyszała swoje imię i na moment zaprzestała swoje poczynania. - Zamieszkaj ze mną.
Oderwała się od niego przewracając się na brzuch.
- Czemu?
- Bo cię kocham i chcę się codziennie budzić u twego boku.
- Mówiłam ci, że to za wcześnie. - wyjaśniła powoli chcąc wybrnąć z tej rozmowy.
- Proszę. - Kevin spojrzał na nią swoimi oczami.
- Muszę się zastanowić. - odpowiedziała czując jak chłopak kreśli wzory na jej dłoni. Było to przyjemne.
- Proszę. Mogę paść ci na kolana, jeśli chcesz.
- Dobra. - zgodziła się panna Wright po czym dodała widząc dezorientację chłopaka. - Padnij mi na kolana, chłopie.
Na komendę brunet stoczył się z łóżka i uklęknął wyciągając przed siebie ręcę a następnie zawołał:
- Eleno Wright, błagam cię abyś zamieszkała w tym zacisznym i przytulnym mieszkaniu ze mną, Kevinem Großkreutzem. Obiecuję, że przeżyjemy masę przygód i nie będziesz się nudzić, królewno. Czy wysłuchasz mojej prośby, o pani?
- Zgadzam się. Powstań, człowieku.
Ochoczo wstał i znalazł się obok niej ponownie odnajdując jej usta i całując je. Jednak tym razem położył rękę na jej biodrze a po chwili szukał zamka od dżinsów. Złapała go za rękę. Zamarł na chwilę, ale ona tylko go nakierowała i mógł kontynuować swoje działania. W szybkim tempie pozbył się jej spodni jak ona jego. Byli w samej bieliźnie co im ewidentnie przeszkadzało, ale nie chcieli niczego przyspieszać. Zamiast pozbycia się ubrań Elena przytuliła się do Großkreutza.
Leżeli obok siebie wsłuchując się w swoje nierównomierne oddechy. Przed oczami dziewczyny stanął Erik. Ciekawe czy znowu pije, przemknęło jej przez myśl. Szybko ją od siebie odgoniła, ale za to pojawił się w jej głowie Reus. Jego zachowanie podczas meczu i po utkwił jej w pamięci tak, że nie mogła go wyrzucić z głowy. Czemu o nich myślę, zapytała siebie samej w duchu, ale nie znała odpowiedzi. Musiała jakoś zapomnieć o nich, chociaż to było cholernie trudne. Jednak wiedziała jak to zrobić.
Podniosła się odrobinę szukając kontaktu wzrokowego z Kevinem. Nie musiała. Cały czas ją obserwował. Nie spuszczając z niego wzroku uśmiechnęła się lekko spoglądając na szufladę, w której się znajdowały prezerwatywy. W mig brunet pojął o co chodzi i oderwał się od niej by po nią sięgnąć.
Gdy ponownie się obok niej znalazł, objął ją w talii. Przesunął swoje ręce na zapięcie stanika i je rozpiął. Biustosz opadł na podłogę. Elena schyliła się nieco i zsunęła po nogach jego bokserki. On w tym samym czasie pozbył się jej stringów.
Ponownie na nią spojrzał a w jego oczach ujrzała podążanie. W tym momencie nic innego nie mogło jej bardziej podniecić. Pochylił się na chwilę otwierając paczuszkę i używając jej zawartości na sobie.
Ich wargi ponownie się ze sobą złączyły a ciała przylgnęły do siebie. Znowu Elena leżała na plecach tym razem bez ubrań czując na sobie bruneta. Gdy oderwał się od jej ust, wiedziała że zaraz dojdzie do tego. Czując jak fala ciepła rozchodzi się po jej ciele odchyliła głowę do tyłu wydając z siebie cichy jęk. Z jego ust wyrwał się podobny dźwięk co ją doprowadziło do szaleństwa. Poruszyła biodrami chcąc poczuć jeszcze więcej. On również tego pragnął i sam do tego dążył. Chwilę po tym nastąpiła kolejna fala ekstazy, która zamroczyła ich na krótki czas, ale nie żałowali.
Nie mieli czego.

Przepraszam. Ten rozdział jest do bani...
Już jutro rusza Bundesliga! Cieszycie się? Ja bardzo! Znowu ten dreszczyk emocji przy meczach BVB.
Wraz ze startem niemieckiej ligi rusza moje drugie opowiadanie. Serdecznie zapraszam i mam nadzieję, że zostaniecie tam na dłużej!

Hasta la vista, xx

PS Brawo Polska! Półfinał jest Nasz!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 15.

Z frustracji opadła na krzesełko. Spojrzała na telebim widząc tą sytuację ponownie. Z westchnieniem popatrzyła na czas i wynik. Czterdziesta minuta a stan bezbramkowy. Po raz drugi zmarnowana setka Reusa. I nie ważne było jak piękne dostał podanie od Kevina. Ważny był wynik.
Gdy sędzia zagwizdał koniec pierwszej połowy odwróciła niechętnie głowę w prawo. Nie mogła już dłużej udawać, że jest skupiona na meczu. Musiała teraz z nią rozmawiać. Wzdrygnęła się lekko wykrzywiając twarz w sztucznym uśmiechu.
- Świetny mecz, prawda? - Elena spytała ją z przesadną uprzejmością. - Dwie zmarnowane setki Reusa.
- Marco. - poprawiła brunetkę blondynka. - Jaka setka? To prędkość z jaką biegł?
- Nie. Setka to stuprocentowa sytuacja. - wyjaśniła spokojnie śmiejąc się w duchu z jej niewiedzy.
- Ah! Już rozumiem. - ucieszyła się jej towarzyszka. - Mam nadzieję, że jednak coś strzeli w końcu niedługo mija nasza dwumiesięcznica!
- A co ma jedno do drugiego?
- No, przecież jest moim chłopakiem. - dobitnie zaznaczyła blondynka. - A jako mój chłopak powinien dla mnie strzelać gole i je mi dedykować!
Ja pierdolę, pomyślała Elena kończąc rozmowę słowami:
- Jak tak chcesz, Caro. Idę się przejść.
Zostawiła dziewczynę Marco schodząc do baru po piwo. Nie czekała długo. Po dziesięciu minutach wracała do blondynki myśląc o tym jak bardzo jej nie lubi.
Nie było to spowodowane jej związkiem z Reusem a raczej jej inteligencją. A dokładniej mówiąc jej brakiem. Zachowywała się jak typowa blondynka choć wiedziała, że nie wszystkie są takie. Ponadto irytował ją fakt, że piłkarz tak się poniża będąc z nią. Jednak musiał patrzył na jej urodę, która była przeciętna według Eleny.
Usiadła obok Caroline biorąc łyk alkoholu i z nudów zaczęła obracać w dłoni kubek. Zauważyła na niej podobiznę Erika Durma. Uśmiechnęła się lekko na ten zbieg okoliczności. W końcu byli sąsiadami. Tylko sąsiadami, pomyślała smutno brunetka. Chciała, aby w jego oczacj była osobą godną zaufania a nie obcą dziewczyną
Od tamtego dnia Erik odsunął się od niej. Znowu był chłodny. Stał się tym samym dupkiem za jakiego go miała na początku. Owszem, nie ignorował jej, ale też nie rwał się do rozmowy. Na początku próbowała to naprawić, lecz widząc opór chłopaka, dała sobie spokój. Miała co robić niż tylko naprawianie relacji z blondynem.
Rozpoczęła się druga połowa i Elena mogła się skupić na meczu a nie na ex-obecnej dziewczynie Reusa. Wraz z gwizdkiem sędziego nie zmieniła się gra Borussii. Nadal Marco pudłował co doprowadzało do szaleństwa dziewczynę. Wiedziała, że to było do niego nie podobne i coś musiało go dekoncentrować. Spojrzała na prawo i próbowała skojarzyć ze sobą te dwa fakty. Caro zajmuje mu myśli? Nie była do tej opcji przekonana, więc ją porzuciła. Z resztą, jak jej przemknęło przez głowę panny Wright, nie była ona od zamartwiania się nad losem piłkarza.
Zbawienie przyszło pod koniec meczu. Dzięki świetnemu podaniu Matsa Hummelsa do Kevina, chłopak znalazł się w idealnej sytuacji strzeleckiej, którą zmarnował. Jednak nieopodal niego Aubameyang dobił futbolówkę, która wpadła pod jego nogi. Z głośników wybrzmiała przyśpiewka znana każdemu kibicowi BVB i po chwili cały stadion skakał z radości śpiewając "Ole' jeztz kommt der BVB!". I również Elena pisnęła z radości wypuszczając z rąk pusty kubek, który spadł na głowę Caroline. Nie zamierzała przepraszać, bo uznała to za karę za nieoglądanie meczu przez blondynkę.
Przyjemne ciepło przeszło przez jej ciało, gdy widziała skaczących z radości Kevina i Pierra-Emericka. Tylko Marco i Roman Weidenfeller nie podbiegli do pozostałych. Drugi z oczywistych względów, ale również wyraził swoją radość zaciskając rękę w pięść i unosząc ją z triumfem do góry. Za to pierwszy jak gdyby nie padł gol ustawił się na swojej pozycji. Zirytowała się na chłopaka i przyrzekła sobie, że mu to wypomni i wyjaśni.
Jednak po meczu bardzo trudno było jej się dostać do szatni. Z pomocą przyszła jej Cathy Fischer, dziewczyna Hummelsa, która znała tutejszych ochroniarzy i bez trudu zaprowadziła ją przed szatnię. Tam obie czekały na chłopaków wychodzących z szatni. Tylko Caroline z nimi nie było, ale Elena nie paliła się, aby o tym wspominać.
Po pięciu minutach czekania pierwszy wyszedł Mats witając się z dziewczynami i zbierając gratulacje za mecz. Chwilę później brunetka została sama.
Nie musiała czekać długo, bo po pewnym czasie wyszedł ten, co pudłował. Marco Reus. Nie zwrócił na nią uwagi, więc zatrzymała go łapiąc za ramię. Widząc ją chciał się wyrwać, ale zjechała ręką niżej łapiąc go za przegub nadgarstka.
- Pogadajmy. - zaczęła Elena.
- O czym?
- O tym jak chamsko się zachowałeś w stosunku do drużyny. - puściła go krzyżując ręce na piersi.
- Bo pudłowałem? Bo nie potrafiłem trafić do bramki? - spytał kpiąco przeczesując palcami oklapłe włosy. - Każdemu to się zdarza.
- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi.
- A o co?
- Nie cieszyłeś się z gola tylko sobie poszedłeś. - rzuciła czując jak się denerwuje z powodu jego zachowania.
- Bolała mnie noga. - wyjaśnił spokojnie.
- Nie wyglądało na to. - odparła wiedząc, że kłamie.
- Widocznie dobrze umiem maskować ból. - wycedził marszcząc brwi.
Chciała mu odpowiedzieć, ale w tej samej chwili wyłonił się z szatni jej gwiazda dzisiejszego wieczoru.
Od razu do niego podbiegła zawieszając mu ręce na szyi i całując prosto w usta. Odwzajemnił gest obejmując ją w talii. W jakiś sposób chciała mu podziękować za to co zrobił na boisku. Była z niego dumna.
Odsunęła się nieznacznie od niego uśmiechając się. Pochylił się nad jej uchem i wyszeptał:
- Widzę, że ubrałaś mój prezent.
Zaśmiała się tak cicho, że tylko on mógł go usłyszeć. Tak, miał rację. Założyła koszulkę Borussii z nazwiskiem "Großkreutz" i z dziewiętnastką na plecach. Co prawda miała drugą, Reusa, w szafie, ale nie wspominała o tym. Po co? Chłopak ewidentnie jej unikał. A ona w końcu była szczęśliwa.
Odsunęła się od Großkreutza i odwróciła się przodem do blondyna, który tylko się im przyglądał. Spojrzała na niego lekko wyzywająco. Uniósł zdziwiony brew i przeniósł wzrok na obiekt za nimi. Równocześnie się odwrócili. W ich stronę zmierzała Caroline.
Elena przewróciła oczami i łapiąc chłopaka za rękę udała się w kierunku wyjścia. Miała na dzisiaj dosyć Marco i Caro. Chciała pobyć z Kevinem. U niego bądź u niej.
Chociaż byli parą od dwóch miesięcy żadne nie zrobiło ruchu w stronę, aby razem zamieszkać. Odpowiadało im tak jak jest. Mieli trochę prywatności i spokoju od siebie. Pomimo miłości do Kevina, Elena nie wyobrażała sobie całego dnia spędzonego w jednym domu z chłopakiem skoro mieli siebie dość po paru godzinach. Zwykle wtedy się kłócili. Były to jednak przyjazne sprzeczki i zwykle kończyły się wylądowaniem w łóżku.
Nie przeszkadzały jej te rozmowy przeistaczające się w niewinny seks, ale nie chciała tego tak często. Chciała wszystko powoli, napawać się każdą pieszczotą, dotykiem. Pragnęła jak najdłużej zachować w pamięci te wspólne chwile z Kevinem.
Chłopakiem, który w końcu odwzajemnił jej miłość.

Jestem zadowolona z rozdziału.
Á propo - jeśli ktoś ma Wattpada to jestem tam pod tym samym nickiem, więc zapraszam. Odwdzięczam się za obserwację.

środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 14.

Momentalnie cało ciało Eleny zesztywniało a jej serce mocniej zabiło. Wzięła gwałtowny oddech próbując się rozluźnić.
Bez skutku.
Spojrzała ponownie na Marco usiłując odczytać jakiekolwiek oznaki kłamstwa. Jedynym znakiem było unikanie jej wzroku.
- Kiedy? - spytała dziewczyna, ale chłopak zrozumiał.
- Parę dni temu była impreza u Jonasa. - zaczął a ona kiwnęła głową, że o tym wie. - Odwoziłem wszystkich do domu w tym Kevina. Wtedy powiedział, że nie rozumie dlaczego go ignorujesz, bo on się stara i że jesteś dla niego ważna i cię kocha.
Parsknęła śmiechem na nie dosłowność Großkreutza i rozluźniła się nieco. Jednak chwilę poczuła ukłucie w sercu. To było rozczarowanie.
- Blondasku, ja wiem, że się starałeś, ale on może mnie kochać jak siostrę. - wyjaśniła z przekąsem, na co prychnął.
- Gdybyś dała mi dokończyć zamiast perfidnie przerywać, to byś wiedziała, że tak nie jest. Chcąc podtrzymać temat spytałem o Lisę. A on odpowiedział, że nic dla niego nie znaczy i poszedł z nią tylko dlatego, że go poprosiła. Po chwili dodał, że z nią nie rozmawia odkąd go pocałowała i ma nadzieję, że się nie dowiesz.
- Za późno. - dodała cicho Elena.
- A na koniec podsumował, że nie może nic czuć do Lisy, bo kocha ciebie.
- To czemu mi tego nie powiedział? - wyrwało się brunetce zanim zdążyła pomyśleć.
Oboje znali odpowiedź, ale i tak Reus wyjaśnił:
- Z tego samego powodu co ty mu.
- Jaką mam pewność, że nie kłamiesz? - zapytała się go podejrzliwie.
- A ufasz mi? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Milczała.
Nie wiedziała czy mu ufa. Na pewno darzyła zaufaniem Kevina. On jej to pokazał na przestrzeni lat ich przyjaźni. Erik pomimo, że posłuchał jej i odprowadził do łóżka, okłamał ją, przemilczał sprawę pocałunku.
Ale czy Marco zasługiwał na jej zaufanie? Nie zawiódł jej po ich ponownym spotkaniu. Ani razu.
- Tak, ufam ci. - odpowiedziała wreszcie pewna swoich słów.
- To wiesz, że nie kłamię. - uśmiechnął się lekko po czym wskazał głową w kierunku drzwi. - Ja już pójdę, bo pewnie chcesz się z nim zobaczyć. - zakończył wstając i kierując się w kierunku drzwi.
Elena podbiegła do niego łapiąc go za ramię. W tej samej chwili odwrócił się i zderzyła się z jego klatką piersiową. Złapał ją w talii i parsknął śmiechem nie wypuszczając jej z objęć. Schylił głowę i złożył jeden, mokry pocałunek na jej szyi. Westchnęła przymykając na chwilę oczy. Następnie objęła go za szyję i pocałowała go prosto w usta.
Nie wiedziała co nią kierowało, aby to zrobić, ale nie żałowała tego. Gdy czuła jak dotyka jej ud a po jej plecach przebiega przyjemny dreszcz, jej decyzja stawała się jeszcze słuszniejsza. Gdy czuła jak obdarza namiętnymi pocałunkami jej usta, szyję, dekolt, nie pragnęła niczego innego.
W końcu oparła swoje czoło o jego. Oboje ciężko oddychali uśmiechając się lekko. Czuli zadowolenie z przebiegu całej sprawy. Nie żałowali tego a przynajmniej Elena. Chciała mu w jakiś sposób podziękować za to co zrobił dla niej. A że w taki sposób podziękowała, nie był ważny.
- Muszę już iść. - szepnął całując ją w czoło i wychodząc przez drzwi.
Stała przez chwilę patrząc jak zamyka za sobą drzwi po czym usiadła na kanapie analizując jeszcze raz słowa Reusa.
On ją kocha.
Kevin ją kocha.
Kevin Großkreutz ją kocha. I nie jak brat siostrę.
Jak chłopak dziewczynę.
Uśmiechnęła się do siebie. Tyle lat czekała na odwzajemnienie jej uczuć i w końcu to się stało. W tej chwili nie obchodził ją Reus czy Durm.
Obchodził ją Kevin. Chłopak, który wyciągnął do niej pomocną dłoń, stał się jej przyjacielem, towarzyszem przy oglądaniu meczy.
Muszę go zobaczyć, pomyślała i bez zastanowienia wyszła z bloku wcześniej zamykając drzwi. Elena zamówiła taksówkę i z niecierpliwieniem czekała na nią. Gdy przyjechała, niemal od razu się do niej wpakowała rzucając adres Großkreutza. Drogę przebywaną w 10 minut pokonała w 20 minut przez rosnące z każdą godziną korki.
Ze zdenerwowania i irytacji wybijała rytm palcami. Nie wiedziała co powie mu, gdy go zobaczy. Wyobraziła sobie minę chłopaka gdyby oznajmiła mu "Cześć Kevin! Kocham cię tak jak ty mnie!". Uśmiechnęła się gorzko na samą myśl o tym. Będę improwizować, postanowiła wysiadając z pojazdu. Pobiegła pod jego klatkę i zadzwoniła pod dziewiątkę. Gdy czekała próbowała wymyślić jakikolwiek scenariusz spotkania.
- Halo? - usłyszała głos Kevina i mimowolnie przeszły jej ciarki po plecach.
- To ja, Elena. - oznajmiła niepewnie a słysząc ciszę dodała. - Chciałam z tobą pogadać.
Chwilę później usłyszała dźwięk odblokowanych drzwi. Otworzyła je i weszła do środka kierując się pod drzwi Großkreutza. Gdy stanęła przed nimi spanikowała. Zdała sobie sprawę, że wcale nie chce tam iść.
- Dasz radę, Elena. - powiedziała cicho do siebie biorąc głęboki oddech i naciskając klamkę.
Ujrzała w nich Kevina. Stał oparty ręką o ścianę z niedbałą fryzurą. Obdarzył ją smutnym spojrzeniem. W tym wzroku krył się żal, ból. Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.
- Kevin, ja... - zaczęła, ale nie wiedziała za bardzo jak zakończyć. I ten przeszywający ją wzrok. Po raz pierwszy dostrzegła w nich tyle odkąd się znali. - Przepraszam chociaż i tak wiem, że to są tylko słowa, które niczego nie zmieniają. - spuściła wzrok na podłogę.
- Dlaczego?- zapytał ją zbliżając się do niej. - Znowu cię zawiodłem?
Pokręciła przecząco głową.
- To ja sobie coś ubzdurałam. - westchnęła na dotyk ciepłej dłoni chłopaka na swojej.
- Może oboje sobie coś ubzduraliśmy. - szepnął przenosząc swoją rękę na jej twarz.
Wstrzymała oddech i nie zastanawiając się długą pocałowała go. Odwzajemnił ten gest przyciągając ją jeszcze bliżej do siebie tak, że każda cząstka ich ciała przylegała do siebie. Zawiesiła ręce na jego szyi stając na palcach. Poczuła kłujący zarost na swojej twarzy, ale to ją jeszcze bardziej podekscytowało. Otoczyła swoimi nogami jego sylwetkę a on zachęcony jej ruchami oparł ją o ścianę. Zjechał swoimi ustami na jej szyję i tam się zatrzymał. Postawił ją na ziemi i przytulił ją do siebie.
- Od tak dawna o tym marzyłem. - wyszeptał zanurzając swoją twarz w jej włosach.
- Ja też. - odparła wtulając się mocniej w jego tors. Nawet nie wiesz od jak dawna, pomyślała.

Dziękuję za te miłe słowa. Wiele dla mnie znaczą, na prawdę.
Rozdziały będę dodawać dwa razy w tygodniu, aby jak najszybciej skończyć to opowiadanie i zająć się następnymi. Niektóre będą dłuższe, to Wam mogę obiecać.

Do następnego, xx

PS Zapraszam do udziału w ankiecie!

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 13.

- To było sześć lat temu. - zaczął opierając się plecami o kanapę. - Pamiętam, że grałem wtedy w młodzieżówce. Tak... - zamyślił się na chwilę. - Pamiętam, że codziennie dojeżdżałem na treningi a czasami się zdarzało, że zostawałem na noc u kolegów. To było wtedy, gdy mieli gości, więc dosyć często. Załatwiali mi nocleg u kolegi. W sumie lubiłem taki układ. Mogliśmy z moim kolegą grać do późna w Fife. To był okres, w którym najbardziej podszlifowałem umiejętności. - uśmiechnął się lekko, ale zaraz spoważniał. - Pewnego dnia zaproponował wyjście do klubu. Nie odmówiłem, bo nie chciałem wyjść na sztywnego a poza tym nigdy nie byłem tam. Gdy pierwszy raz weszliśmy, czułem się nieswojo. Zwykle wtedy siadałem przy barze i obserwowałem tańczących ludzi. I wtedy podchodziła do mnie dziewczyna. Miała na imię Dominica. - urwał na chwilę zamykając oczy. - Była wysoką, szczupłą, ładną blondynką. Była idealną towarzyszką do rozmowy. Potrafiła słuchać a nie tylko gadać. Pozwalała mi mówić o sobie, o moim życiu, o wszystkim. Chyba właśnie z tego powodu ją polubiłem. Od tego czasu często chodziliśmy w to miejsce. I ona zawsze była. Czekała na mnie przy barze. Nigdy ją o nic nie pytałem, ani ona sama się do tego nie siliła. Chociaż nie, zapytałem ją czy mieszka tu. Wtedy długo milczała, ale w końcu kiwnęła głową, wstała i odeszła. Oczywiście następnym razem była. Kiedy zobaczyłem ją ponownie widziałem, że nie jest tą samą Dominicą. Jednak znowu usiadłem obok niej. Tym razem przywitała mnie sztucznym uśmiechem podsuwając mi napój. Powiedziała, że trzeba w końcu wyjść na parkiet i że alkohol mi pomoże. I cholera, Elena, wypiłem to! - powiedział z jękiem wymawiając jej imię tak, że ciarki jej przeszły po plecach. - Poszedłem na parkiet tańczyć z nią i wtedy wiedziałem, że coś jest nie tak. Nadal udawałem przed sobą, że wszystko ok. Jednak wkrótce to mnie przerosło. Było mi słabo, kręciło mi się w głowie. Poszedłem do łazienki a ona podążyła za mną do aż do kabiny. - przerwał Erik chowając twarz w dłoniach. - Zgwałciła mnie. - wyszeptał. - A wiesz, co kurwa, jest najlepsze? Nie miałem nawet szesnastu lat. A ona wyglądała na conajmniej dwadzieścia.
- Dlatego mnie odpychałeś? I inne dziewczyny? - spytała cicho Elena kładąc dłoń na jego dłoni. Kiwnął głową. - Boisz się nas?
- Nie do końca. Boję się, że zostawicie mnie jak ona. Ta dziwka sobie po tym wszystkim wyszła nie mówiąc niczego! Nawet nie mogłem powiedzieć rodzicom, bo przecież nie wiedzieli, że chodzę do klubu! - uderzył pięścią w stół podnosząc głos. Widząc jej przerażoną minę opanował się. - Przepraszam. Tamtego dnia postanowiłem, że nie będę nigdy z żadną dziewczyną ani żadnej nie wykorzystam. I złamałem tą zasadę. Z tobą.
- Ale... My się tylko pocałowaliśmy, tak? - zapytała dziewczyna bacznie go obserwując.
- Dokładnie to ja cię pocałowałem a ty tylko to odwzajemniłaś. - uśmiechnął się lekko na co Elena się zarumieniła.
- Naprawdę mi przykro, że to cię spotkało. - zmieniła temat smutniejąc. - Jednak nie każda dziewczyna taka jest jak Dominica. Nie pamiętaj o tym a żyj tym, co jest i będzie. - oznajmiła kładąc mu dłoń na ramieniu.
W tej samej chwili Erik spojrzał na nią w dziwny dla niego sposób. Wziął jej drugą rękę kładąc na swoim ramieniu i przyciągnął ją do siebie. Oplotła go nogami nie odrywając od niego wzroku. Wstał również ją obserwując i oparł ją o ścianę. Przysunął swoją twarz do niej i delikatnie musnął jej usta.
Elena westchnęła rozluźniając się. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że odkąd pierwszy raz zobaczyła jego usta chciała je poczuć na sobie.
- Eleno Wright, czemu ty tak... - wyszeptał spod warg, ale nie dokończył, bo drzwi wejściowe się otworzyły.
Brunetka szybko opuściła nogi na ziemię zabierając ręce z jego ramion, ale nie zdążyła odsunąć się od chłopaka, bo zobaczyła Reusa.
Marco Reusa, który był zdziwiony pozycją w jakiej ich zastał. I oni byli zaskoczeni jego wizytą.
- Jak wszedłeś? - podjął rozmowę Durm odsuwając się od dziewczyny.
- Były otwarte. - odparł blondyn zakładając rękę na rękę.
- Więc co cię tu sprowadza?
Elena znała odpowiedź, więc spuściła wzrok.
- Szukałem Eleny. - odparł chłopak jak się spodziewała dziewczyna.
- Okay, więc chodźmy do mnie, Marco. - oznajmiła panna Wright kierując się w stronę wyjścia tuż za Reusem. Po raz ostatni odwróciła się, aby pomachać Erikowi na pożegnanie i wyszła.
W milczeniu otworzyła drzwi od swojego mieszkania wpuszczając Marco do środka. Sama usiadła na kanapie w salonie obejmując rękoma swoje nogi. Usiadł obok niej naśladując ją. Przechyliła głowę na bok a on powtórzył jej ruch. Parsknęła śmiechem.
- Przestań. - zarządziła Elena zmieniając pozycję na siad skrzyżny.
- Okay. - uniósł ręce Reus na znak braku sprzeciwu. Po chwili zmarszczył brwi. - Co to było? Dałaś sobie spokój z Kevinem?
- Nie wymawiaj tego imienia. - wysyczała biorąc gwałtownie powietrze do ust. - Nie zapomniałam całkowicie tylko tymczasowo. On jest szczęśliwy, więc chyba ja też mogę?
- Nie wyglądasz na szczęśliwą. - zauważył chłopak.
- Ugh... nieprawda.
- Myślę, że kłamiesz.
- Myślę, że za dużo myślisz, Marco. - stwierdziła panna Wright. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przestań się tak o mnie martwić.
- Tak myślisz? - spytał ją przysuwając się do niej.
Kiwnęła głową obserwując jego ruchy. Popchnął ją delikatnie tak, że znalazła się w pozycji leżącej i pochylił się nad nią. Schylił się nad jej szyją i zaczął delikatnie obdarowywać ją pocałunkami. Jęknęła cicho zanurzając rękę w jego włosach. Gdy przeniósł swoje usta na jej usta, jedyne czego pragnęła to zasmakowania ich jak najdłużej. Jednak on miał inny plan, bo oderwał się od niej wracając do poprzedniej pozycji. Spojrzała na niego z wyrzutem.
- Nienawidzę cię. - wyszeptała mając nadal przed oczami wcześniejszą sytuację.
- Oboje wiemy, że to nieprawda. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. A jako przyjaciel mam dla ciebie dobrą wiadomość. - na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech
- W dupie mam twoje wiadomości. - prychnęła zakładając rękę na rękę.
- Myślę, że możesz być z niej zadowolona.
- Czekam, panie Reus.
- A "proszę" to już nie łaska?
- Rezerwuję go tylko dla tych, na których mi zależy. - odparła ze złośliwym uśmiechem.
- To dobrze, bo chodzi mi o Kevina. I o coś co cię uszczęśliwi.
- Dobra, wygrałeś. - westchnęła Elena zrezygnowana. - Proszę.
Spuścił wzrok na swoje buty po czym oznajmił:
- Kevin cię kocha.

Czy to opowiadanie jest nudne czy ja tak kiepsko piszę, że ledwo co uzbierałam 5 komentarzy?
Oficjalnie ogłaszam, że postaram się jak najszybciej zakończyć to opowiadanie (w około 16 rozdziałach ująć to, co zamierzałam) i prawdopodobnie będę publikować częściej niż raz w tygodniu (jeśli ktoś będzie to komentował). 
Druga wiadomość to taka, że opowiadanie z Erikiem i Andreasem w roli głównej rozpocznie się wtedy, gdy Andi wróci na skocznie.
Ostatnia rzecz, którą chciałam Wam przekazać to nowa historia z Kamilem Stochem. Rozpocznie się w trakcie publikowania rozdziałów tutaj, ale nie wcześnie niż zakończy się to opowiadanie.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że będę miała czas w drugim semestrze, by pisać.

KOMENTARZ = MOTYWACJA

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 12.

Następne dni były wyjątkowo spokojne. Elena była zajęta pisaniem nowego, obszernego artykułu dla Bilda, więc przez ten czas miała głowę zajętą czymś innym niż Kevinem. I choć starała się z całych sił, nie udało jej się wyrzucić go z głowy.
Cały czas do niej dzwonił a ona cały czas milczała. Po prostu nie odbierała połączenia choć miała ochotę wyrzucić wszystko co jej ciążyło na sercu. To, że go kocha, że przespała się z Reusem, że Lisa jest podłą suką, że zranił ją bardzo.
Jednak milczała, bo wolała to, niż parę słów za dużo.
Kliknęła przycisk "Wyślij" i wzięła głęboki oddech. Czuła jak wspomnienia powracają, więc musiała coś zrobić. Założyła na siebie dres i słuchawki.
Po zamknięciu drzwi niemal zbiegła po schodach. Chciała jak najszybciej oczyścić umysł. Pomyśleć o czymś przyjemnym a nie o Großkreutzu, Reusie lub Durmie. Ci trzej przez ostatni tydzień zaskoczyli ją.
I to właśnie z tym pierwszym się zderzyła wychodząc przez drzwi. A już myślała, że ucieknie od niego.
Od problemów.
Przeklnęła w myślach chłopaka usiłując go wyminąć. Złapał ją za nadgarstek zmuszając ją, aby na niego spojrzała. Elena bezradnie dała złapać się za podbródek i podnieść go w górę.
- Co tu robisz? - spytała unikając jego wzroku. Do tego nie mógł mnie zmusić, pomyślała.
- To ja zadaję pytania, Elena. - powiedział ostro. - Chyba mam prawo po tym jak mnie olewałaś? - nieznacznie kiwnęła głową. - Dlaczego zatem mnie olałaś?
- Padła mi bateria.
- Dlaczego zatem nie poszłaś do Erika? Mu na pewno nie padła. - zauważył brunet z przekąsem.
- Bo nie! - podniosła głos dziewczyna wyrywając się z jego uchwytu. - Mam powody by cię ignorować i nie chodzić do Durma po telefon! A teraz mnie zostaw. - ostatnie zdanie wysyczała i odeszła.
Zostawiła go samego przed wejściem do klatki schodowej.
Sama z całych sił pobiegła przed siebie. Chciała go wyrzucić z pamięci i za każdym razem nie mogła. Zawsze musiał jej stanąć na drodze. I za każdym razem, gdy go widziała była skłonna wybaczyć mu wszystko.
Tyle, że nie mogła. Musiała mu pokazać, że nie jest pobłażliwa. Musiała być silna. Nie mogła ciągle ulegać jego słowom. I choć bardzo chciała, jej sumienie jej na to nie pozwalało.
Nie wiedziała gdzie jest dopóki nie stanęła pod blokiem mieszkalnym. Wydawał jej się znajomy, ale dopiero po dłuższej chwili skojarzyła go z domem Jonasa. Bez zastanowienia zadzwoniła pod wskazany numer z nazwiskiem "Hofmann". Po chwili usłyszała senne "Halo" i mimowolnie się uśmiechnęła.
- To ja, Elena.
- Jasne. Już wpuszczam. - odparł mechanicznie co wskazywało, że pomylił ją z listonoszem. Parsknęła śmiechem i weszła na klatkę schodową. Dotarła pod numer mieszkania chłopaka i powoli nacisnęła klamkę otwierając drzwi.
To co zastała przerosło jej oczekiwania. Mieszkanie wyglądało jakby przeszło przez nie tornado. Wszędzie walały się butelki, papiery czy opakowania po jedzeniu. Sam gospodarz nie wyglądał lepiej. Jedną ręką trzymał się za potargane włosy a drugą podpierał się o ścianę. Ubrany był w szary t-shirt i czarne, krótkie spodenki. Miał podkrążone oczy co świadczyło o tym, że zarwał noc.
- Co tu się stało? - spytała Elena żartobliwym tonem.
- Impreza, sama rozumiesz. - odpowiedział podążając do sypialni i rzucając się na łóżko. - A, że padło na mnie aby zorganizować to wszystko, to takie skutki.
- A kto jest taki okrutny? Przez nich się nie wyspałeś! - "oburzyła się" Elena.
- Erik, Kevin, Marco, Pierre? - oznajmił jakby to było oczywiste.
Przełknęła ślinę oglądając pokój.
- I jak było?
- A jak miało być? Chlaliśmy do północy, szczegółów ci nie zdradzę, wybacz, bo nie pamiętam ich. Po północy Marco odwoził wszystkich schlanych.
- Marco? - zapytała zdziwiona. Z tego co wiedziała, to on był drugi, zaraz po Kevinie, do picia alkoholu.
- Mówił, że nie chce zrobić czegoś czego będzie żałował. - wzruszył ramionami Jonas. Po dziewczyny kręgosłupie przeszedł zimny dreszcz.
Czy miał na myśli ją? Czy może zdradził coś z ich znajomości?
- Muszę do niego zadzwonić. - stwierdziła brunetka szukając w kieszeni telefon. Gdy nie znalazła go pacnęła się ręką w czoło. - Zapomniałam telefonu. - westchnęła.
Jonas uśmiechnął się lekko i pochylił się nad szafką biorąc telefon. Następnie rzucił jej w ręce mrucząc ciche "Sorry, ale nie chce mi się wstawać". Pokiwała głową ze zrozumieniem i wyszła z pokoju. Odblokowała telefon i od razu jej uwagę przykuła wiadomość a dokładnie jej imię. Spojrzała za siebie chcąc się upewnić czy Hofmann nadal leży w tej samej pozycji, choć to było wielce niemożliwe aby nagle wstał. Otworzyła panel "Wiadomości" i kliknęła na rozmowę z Erikiem. Jej oczom ukazał się całkiem interesujący widok, który lekko ją zaskoczył.

Erik: Zrobiłem to.
Jonas: Co?
Erik: Pocałowałem ją i cholera, podobało mi się. Pierwszy raz od tego momentu to zrobiłem. To nie ona, która była całkowicie pijana, pocałowała mnie tylko ja ją! Dobrze, że nic nie pamięta. Łatwiej będzie mi o tym zapomnieć.
Jonas: Nie możesz patrzyć w przeszłość! Żyj teraźniejszością i baw się! Szansa, że trafisz na kogoś podobnego jak wcześniej jest zerowa! I o kogo ci chodzi?
Erik: Jak to o kogo? O Elenę.

Niemal upuściła telefon biorąc głęboki wdech. Przeanalizowała jeszcze raz tą konwersację, ale nie musiała tego robić. Wszystko zrozumiała i gotowało się w niej. Nienawidziła kłamstw. Od dzieciństwa starała się tego nie robić a jak już musiała to bardzo rzadko. A teraz od osoby, która była dupkiem i obojętna na wszystko, dowiaduje się że się całowali. Nawet nie wiedziała czy to nie zaszło dalej!
Wbiegła do pokoju Jonas rzucając mu na łóżko telefon.
- Przepraszam! - krzyknęła do bruneta czytającego nie zamkniętą wiadomość.
- Stój! Elena, stój! - odkrzyknął za nią niezdarnie schodząc z łóżka, ale ona już go nie usłyszała.
Wracała szybkim krokiem do swojego domu modląc się, aby Erik był w swoim mieszkaniu. Najlepiej sam, bo nie chciała mu robić awantury przy znajomych.
Czuła rosnącą frustrację z każdym krokiem, bo nadal nie wiedziała co się wydarzyło pomiędzy nimi tamtego wieczoru! Nie chciała nawet myśleć, że mogła powiedzieć o jej relacjach z Reusem czy uczuciach do Kevina.
Gdy znalazła się pod drzwiami Durma zapukała i czekała. Nie wiedziała ile minęło, ale zaczęła się niecierpliwić. Po chwili jednak zobaczyła jak drzwi się otwierają i staje w nich Erik. Tym razem ubrany był w czerwoną koszulę w kratę i dżinsy. Odetchnęła w myślach z ulgi. Nie musiała już powstrzymywać się od patrzenia na jego umięśniony tors.
- Powiedz mi prawdę. - oświadczyła wchodząc do środka bez zaproszenia.
Podążył za nią, milcząc. Gdy się odwróciła, złapał ją w ramiona nie odrywając od niej wzroku. Czuła się jakby odkrywał wszystkie jej zakątki umysłu. Powoli przejechał wzrokiem na usta. Rozchyliła je nieco również nie spuszczając z niego wzroku. Czekała na jego ruch, ale on ją puścił głośno wzdychając.
- Usiądź. - poprosił i usiadł na kanapie. Dołączyła do niego siadając tuż obok. - To będzie długa historia.


Namieszałam? Tak miało być i powiem Wam szczerze, że jestem zadowolona z tego rozdziału.

Minął 2014 rok obfity w polskie sukcesy sportowe w wielu dziedzinach sportu i pozostaje mi życzyć w 2015 tego samego!

NEXT = 10 KOMENTARZY

PS Prośba do anonimów - czy moglibyście się podpisywać imieniem, nickiem, itp.? Mam wrażenie jakby wszystkie anonimowe komentarze pochodziły od jednej osoby.

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 11.

Siedziała po turecku na balkonie patrząc się w nieokreślony obiekt przed nią. Nic ją nie obchodziło. Poprawka. Kevin ją obchodził. Tak bardzo, że nie mogła znieść widoku całującego się z Lisą. Tą suką.
Słyszała jak co chwila dzwoni jej telefon, ale miała to gdzieś. Nie chciała teraz z nikim rozmawiać a szczególnie z Kevinem.
Pewnie nie był tego świadomy, ale zranił ją. Tak bardzo, że czuła ból wewnątrz klatki piersiowej. A nie mogła mu tego powiedzieć. W końcu są tylko przyjaciółmi. Pieprzonymi przyjaciółmi. To słowo zbrzydło jej. Było puste.
Aktualnie nie cierpiała całego świata. Za niesprawiedliwość. Czy życie było fair sprawiając aby głupia blondynka całowała się z chłopakiem, którego kocha? Nie rozumiała świata. Zamiast tego wyciągnęła ostatnią chusteczkę z paczki nakazując przestać płakać. Gdy myślała, że to ostatnie łzy one znowu spływały po jej policzkach. Poddała się
Marco odstawił ją pod dom jakąś godzinę temu. Wyglądał na zmartwionego. Widziała dezorientacje w jego oczach. Nie mógł jej pomóc i dobrze o tym wiedzieli. Zamiast tego zrobił coś co powinien zrobić jako znajomy. Przytulił ją do siebie głaszcząc ją po włosach i plecach, ale wiedziała że chciał więcej. Tyle, że nie mogła mu tego dać. Nie teraz.
- Ja pierdolę. - powiedziała podniesionym głosem wracając myślami do tej sceny.
Czemu nie dała się mu pocałować? Czemu nie mogła znowu zasmakować jego ust? Czemu odrzuciła jego gest, którego pragnęła najbardziej na świecie? Ponieważ jesteś głupia, Elena, odpowiedziała sobie natychmiast dziewczyna.
Usłyszała prychnięcie dochodzące z lewej strony. Spojrzała w tym kierunku i zmroziło ją. To znowu on, przemknęło jej przez głowę. Stał oparty o barierkę i obserwował ją błękitnymi oczami trzymając w ręce piwo.
- Ty tu mieszkasz? - spytała z lekką chrypką w głosie. Odchrząknęła.
- Tak. - przeciągnął samogłoskę upijając łyk z puszki.
- Nie macie przypadkiem treningu jutro?
- Jedna puszka piwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. - odparł uśmiechając się lekko.
Wypił napój do końca i dłonią zgniótł opakowanie.
- Nie powinieneś... - zaczęła, ale przerwała. Nie była jego matką, aby mu wypominać.
Zamiast tego wstała i podeszła do barierki balkonu. Oparła się o niego dłoniami. Stanęła na palcach i popatrzyła w dół. Czuła na sobie jego wzrok.
- Znasz to uczucie, kiedy kochasz kogoś przez połowę swojego życia a on po prostu spotyka się z kimś kto na niego nie zasługuje? A ty tylko patrzysz na to wszystko z boku! - podniosła głos kopiąc w murek balkonu. - Wiesz jakie to jest wkurzające? Nie, pewnie nie masz pojęcia, bo każdy z was może mieć każdą! Kurwa! - krzyknęła łapiąc się za stopę. Upadła na ziemię i rozpłakała się. Nie z powodu bólu fizycznego, lecz psychicznego.
- Nawet nie wiesz jak się mylisz. - powiedział blondyn po dłuższej chwili. Starannie dobierał słowa. - Myślisz, że ja, Erik Durm, może mieć każdą? Może tak, ale czy to, cholera, jest prawdziwa miłość czy zajęcie na jedną noc? Raczej to drugie.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem jak bez trudu przeskakuje przez swój balkon na jej. Patrzyła jak siada obok niej na pewną odległość. Jednak to nie jego wyczyn ją zaskoczył a słowa.
- Dlaczego jesteś taki? - wyszeptała odgarniając opadnięte włosy z twarzy.
- Jaki? - uniósł brew spoglądając na nią.
- Taki. - odparła Elena robiąc krótką przerwę, po czym kontynuowała. - Oziębły.
Zaśmiał się na jej słowa, ale nie odpowiedział. Tylko pokręcił głową jakby nie dowierzał. To jej przypomniało rozmowę z Hoffmanem.

- Co jest ze mną nie tak? - spytała Jonasa gdy wyszli na dwór.
- Nic. Jesteś w porządku. - zaprzeczył szybko po czym westchnął. - To jest skomplikowane, okay?
- Chyba zrozumiem.
- Ja ci tego nie mogę wyjaśnić. - stwierdził jej towarzysz spoglądając w ziemię. - Tylko on.

Westchnęła patrząc ponownie w jego błękitne oczy. Erik w tym czasie zamknął powieki i oparł się o ścianę. Gdyby tylko nie był takim dupkiem, pomyślała dziewczyna podziwiając jego urodę. Jego grzywka nieco oklapła, ale nadal prezentowała się przyzwoicie.
Gdy wstała, otworzył oczy i obserwował ją jak wchodzi z powrotem do mieszkania. Chwilę później wróciła z alkoholem a konkretnie z piwem. Usiadła obok niego a gdy chciał się odsunąć, złapała go za nadgarstek. Został, chociaż wyrwał się czym prędzej z uścisku. Nie skomentowała tego tylko mu wręczyła puszkę, którą natychmiast otworzył.
- Chociaż jesteś ostatnią osobą, przy której miałabym się upić to mam to gdzieś, bo chcę się upić. - stwierdziła Elena idąc w ślady Durma. - Mam nadzieję, że jak stracę kontakt z rzeczywistością odprowadzisz mnie chociaż do mieszkania, bo nie uśmiecha mi się spanie na balkonie. - dodała brunetka nie będąc pewna czy ją słucha.
Pili w milczeniu. Elena próbowała nawiązać z nim jakąś rozmowę, ale dała sobie spokój. Jednak im więcej piła tym więcej rzeczy zaczęła mówić. Niektóre miały sens inne nie. I w końcu urwał jej się film, ale właśnie się tego spodziewała. Chciała chwilowego zapomnienia.

Gdy się obudziła, poczuła jak głowa jej pęka od bólu. Gwałtownie wstała, ale szybko tego pożałowała. Poczuła się słabo i od razu poleciała zwymiotować do łazienki.
Chociaż nie powinna się upić wczoraj, nie żałowała tego. Choć przez chwilę mogła zapomnieć o bólu w jej sercu. A tego chciała najbardziej. Wymazać tą bolącą pustkę w środku.
Gdy wróciła do pokoju po wzięciu tabletek zobaczyła kartkę na stole, która nie była jej. Powoli podeszła do stolika biorąc do rąk papier.

Proszę.

Tyle zostało po Eriku w jej mieszkaniu. Zwitek papieru i jedno słowo na nim. Poczuła nagły przypływ wdzięczności w stronę chłopaka. Gdyby nie on pewnie by obudziła się w zupełnie innym miejscu. Postanowiła złożyć mu wizytę i spytać go o szczegóły wczorajszego wieczoru.
Zapukała delikatnie do drzwi poprawiając bluzę, która była dla niej za duża. Pamiątka po Kevinie i jego wizycie. I chociaż należała do niego, to założyła ją nie roniąc żadnej łzy.
Po minucie otworzył jej ubrany w same spodenki. Jego umięśniony tors przykuł jej uwagę. Oboje byli zdziwieni. On jej obecnością a ona jego półnagością. Przeniosła wzrok na jego twarz nie ulegając pokusie zjechania wzrokiem niżej.
- Co tu robisz? - spytał opierając się o framugę drzwi.
- Chciałam cię spytać o szczegóły wczorajszego wieczoru, bo obawiam się że coś mi uciekło. - odparła nieco żartobliwie, ale to jej głosu był poważny.
Spuścił wzrok na swoje buty intensywnie się nad czymś zastanawiając. Po chwili kiwnął głową i przepuścił ją w drzwiach. Niech on założy tą koszulkę, pomyślała podążając za nim.
Weszli do jego sypialni co zdziwiło Elenę. Wskazał jej fotel a on sam padł na niepościelone łóżko. Położył się na plecach zamykając oczy.
- Co pamiętasz?
- Siedzieliśmy na balkonie i rozmawialiśmy o... - zatrzymała się usiłując przypomnieć sobie szczegół. - Nawet tego nie pamiętam!
- Rozmawialiśmy długo aż w końcu zrobiło ci się zimno i weszliśmy do środka. Wspomniałaś coś o Kevinie i Marco a następnie padłaś zmęczona na kanapę. Zaniosłem cię do łóżka i wróciłem do siebie. - opowiedział jej nie zmieniając pozycji.
Odetchnęła z ulgą i położyła się na łóżku. Nie odsunął się a nawet lekko się uśmiechnął, ale nie wiedziała czy to z jej powodu.
Tak czy inaczej, zaakceptował ją i nie unikał jej. Elena odetchnęła z ulgą. Może w końcu zdradzi jej swój sekret. To on głównie nakręcał ją, aby poznać go bliżej. Chciała wiedzieć czego z Hofmannem tak ściśle kryją. i może już wkrótce miała się tego dowiedzieć.

Szczerze? Ten rozdział jest słaby, zdania nie mają sensu, ale obiecuję że będzie lepiej! 
To opowiadanie będzie liczyło maksymalnie 30 rozdziałów, ale może to ulec zmianie choć to mało prawdopodobne. Potem przeniosę się na ten blog a następnie zacznę historię o Szczęsnym, która siedzi w mojej głowie od roku lub Stochu, która od paru dni nawiedza moją głowę. Wszystko zależy od tempa pisania rozdziałów.

NEXT = 9 KOMENTARZY

PS Trzymamy kciuki za Kamila!
PS 2 Szczęśliwego Nowego Roku!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 10.

Spojrzała na zegarek nerwowo skubiąc rąbek sukienki. Tak. Elena Wright ubrała najbardziej znienawidzone przez nią ubranie. Brunetka chciała jakiejś zmiany. A przecież w pewnym sensie one wychodzą na dobre?
Chciała również się przypodobać Marco choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Cały czas miała w myślach Kevina. Przyjaciela, którego bezwarunkowo kochała. Którego chciała za wszelką cenę zdobyć.
Spojrzała ponownie na zegarek. Reus wczoraj napisał jej w smsie, że wpadnie po nią o dwunastej. Do tego czasu został niecały kwadrans. Miała nadzieję, że będzie punktualnie, bo za niecałe czterdzieści pięć minut miała być w biurze Bilda.
Przeniosła wzrok na fotografię przedstawiającą ją i Kevina. Podeszła do niej i ją wzięła do ręki. Przyjrzała się uśmiechniętym od ucha do ucha przyjaciołom. Chłopak obejmował dziewczynę ramieniem. Wyjęła zdjęcie z ramki i spojrzała na odwrocie na datę. Maj, dwa tysiące drugi rok.
Wróciła myślami do tej daty. Dokładnie trzy lata przed wyjazdem do Madrytu. Właśnie skończyła podstawówkę. Zauważyła, że byli ubrani w koszulki Borussii. Z pewnością wybierali się na mecz. Stali w pokoju Kevina, bo to on miał bliżej na stadion. Ona mieszkała na obrzeżach Dortmundu.
Odłożyła fotografię przypominając sobie zachowanie Reusa. Nie chciała być negatywnie nastawiona do tego spotkania. Choć, jak stwierdziła potem, na pewno nie zniechęciło jej do spotkania z blondynem. Nawet je lubiła.
Gdy usłyszała dźwięk dzwonka, przygładziła sukienkę i swobodnie podeszła do drzwi. Otworzyła je i od razu ujrzała Marco stojącego z torbą z Pumy.
- Hej. - przywitał się pogodnie. Zamachał torebką zwracając na nią uwagę.
- Hej. Co masz w tej torbie.
- Wiedziałaś, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - zapytał i wszedł do środka nie pytając dziewczyny o zgodę.
- Zaryzykuję. A poza tym sam chciałeś, abym spytała. - wystawiła mu język zamykając drzwi.
- Nie. - przeciągnął ostatnią literę unosząc brwi.
Elena podeszła do niego i dźgnęła go w brzuch. Zaśmiał się i złapał za bolące miejsce upuszczając torbę. Podniosła ją pośpiesznie wyciągając trykot BVB. Spojrzała na Marco, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- Odwróć. - powiedział cicho.
Posłusznie ją obróciła o zobaczyła napis "Reus" z jedenastką. Uśmiechnęła się lekko spoglądając na piłkarza. Zarumienił się lekko spuszczając wzrok na swoje buty.
- Czyżby Marco Reus się zarumienił? - spytała z rozbawieniem robiąc przeciągłe "o".
Podszedł do Eleny stając naprzeciw niej.
- Cicho, niech to będzie nasz sekret. - szepnął jej do ucha. - W torbie jest jeszcze karnet na ten sezon. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdziesz w niej. - wskazał na koszulkę, którą odłożyła z powrotem do torby.
- Jakie to urocze. Postaram się przyjść i was dopingować. - parsknęła śmiechem. Spojrzała na zegarek i szybko złapała go za rękę. - Musisz mnie zawieźć na krótkie spotkanie w mojej pracy.
Wyszli pośpiesznie z jej mieszkania zbiegając po schodach. Co minutę dziewczyna patrzyła na zegarek. Blondyn widząc jej pośpiech odjechał spod bloku z piskiem opon i łamał wszystkie zasady ruchu drogowego. Przejeżdżał na czerwonym świetle, skręcał w zabronionych miejscach. Gdy popatrzyła na niego zszokowana jego jazdą wzruszył ramionami i stwierdził, że mandat mu nie straszny.
W efekcie dojechała pod miejsce pięć minut przed spotkaniem. Marco z zaciekawieniem oglądał budynek. Spojrzała na niego modląc się, aby się nie dowiedział się miejsca jej pracy. W końcu pracowała dla Bilda, gazety, która miała duże dojścia w środowisku piłkarskim. Na przykład ją.
- Wrócę za około kwadrans. - pożegnała się z nim pośpiesznie wychodząc z auta.
W budynku mieściły się różne firmy, w tym Bild. Nie miał logo na zewnątrz, co ją dziwiło, ale nie żądała wyjaśnień. Po prostu tak było.
Redakcja gazety mieściła się na pierwszym piętrze, więc Elena zamiast czekać na windę pobiegła po schodach. Gdy dotarła do gabinetu szefa, wzięła głęboki oddech i zapukała.

- Już jestem! - oznajmiła wsiadając do auta.
Marco spojrzał na nią oburzony.
- Spóźniłaś się o minutę i pięćdziesiąt dziewięć sekund! - upomniał ją nie odrywając od niej wzroku.
- Serio? - zmartwiła się dziewczyna.
- Nie. Żartowałem. - zaśmiał się i ruszył autem. - Gdzie chcesz jechać?
- Może do tej kawiarni co ostatnio? - zaproponowała patrząc jak prowadzi.
- Może w jakieś inne miejsce? - spiął się przez chwilę Marco, ale zaraz znowu się rozluźnił. - Znam fajną restaurację, która...
- Ja chcę do kawiarni. - założyła rękę na rękę robiąc minę naburmuszonego dziecka.
- Dobrze, dziecinko. - zgodził się Reus głaszcząc Elenę po głowie.
- Dzięki, tatusiu. - podziękowała dziecięcym głosikiem brunetka, po czym zaśmiali się.
Dojechali w 10 minut pod kawiarnię. Jak Elena oceniła na oko, nie było dużo ludzi. Obserwowała przechodniów w aucie, podczas gdy blondyn poszedł do bankomatu wypłacić pieniądze.
Coś jednak jej nie pasowało. Czuła na sobie wzrok i wcale jej się to nie podobało.
Odwróciła się szukając tej osoby. Nic nie zauważyła a mimo to nadal ktoś ją obserwował. Spojrzała w kierunku kawiarni i zobaczyła ją.
Siedziała przy oknie obserwując ją. Ubrana była w białą koszulę, przez którą prześwitywał czerwony biustonosz i dżinsy. Cały jej różowy zestaw wyparował.
Chwilę później zdarzyło się coś co zmroziło ją. Kevin usiadł naprzeciwko niej a patrząc na kurtkę, która wisiała wcześniej, spotkał się z nią. Z Lisą Andelberg. Nie z Eleną Wright. Odwróciła na chwilę wzrok a gdy spojrzała ponownie całowali się.
Najzwyczajniej w świecie się całowali. Coś o co Elena starała się od dawna ona ma od razu.
Poczuła jak łzy napływają jej do oczu i spływają po policzkach. Wzdrygnęła się, gdy poczuła jak Marco je ociera kciukiem. Nie zauważyła jak wsiadł do samochodu, ale to nie było istotne. Ważne było, że przytulił ją do siebie głaszcząc po włosach. On wiedział o ich spotkaniu, przemknęło jej przez głowę, ale nie miała siły by się na niego gniewać.
Kiedy już się wypłakała w jego ramionach złapał ją za podbródek zmuszając, aby popatrzyła na niego. Czekała na to co chce zrobić. Wpatrywał się w jej usta zastanawiając się nad czymś. Zrób to, pomyślała, proszę zrób to. On jednak tego nie zrobił. Zamiast tego zapytał:
- Jak długo?
- Ale co? - odparła pytaniem zagubiona w jego toku rozumowania.
- Jak długo go kochasz?
- Kogo? - grała na zwłokę. Poczuła jak zimny pot oblewa jej plecy.
- Kevina.
- Nie wiem. - odpowiedziała po dłuższej chwili dając za wygraną. - Od dawna. Zanim wyjechałam. - wyszeptała spuszczając wzrok.
Patrzył na nią przez chwilę po czym puścił jej podbródek. Przyciągnął Elenę do siebie opierając swoje czoło o jej. Westchnął kręcąc lekko głową.
- Chciałbym cię pocałować, ale nie mogę. - wyszeptał wpatrując się w jej oczy. - Chciałbym ci coś powiedzieć, ale nie mogę. - powiedział cicho odrywając się od niej. Uderzył pięścią o kierownicę. - Nie mogę, rozumiesz? - oznajmił podniesionym głosem.
Patrzyła na jego wybuch złości ze zdezorientowaniem. Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Zamiast tego milczała wpatrując się w niego. Gdy spojrzał na nią ponownie wyczytała z jego oczu ból. Delikatnie splótł swoją dłoń z jej dłonią nie spuszczając z Eleny wzroku.
- Obiecuję ci, że nie spieprzę tego. - obiecał dziewczynie coś czego w tym momencie nie rozumiała.

Tak szybko wbiłyście 7 komentarzy, że aż mnie zatkało! Dziękuję!
Mam nadzieję, że się rozdział spodoba, bo ja uważam go za dobry. Ach! Funkcja obserwowania się pojawiła, więc zapraszam.

NEXT = 8 KOMENTARZY

Do następnego!

PS That it's too late to apologize, it's too late
I said it's too late to apologize, it's too late

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 9.

- To znowu ty. - powtórzyła chłodno. Ten sam, co zignorował ją na treningu.
- We własnej osobie, księżniczko. - odparł z chrypką. Twarz chłopaka wykrzywiła się w blady uśmiech.
- Co tu robisz? - spytała patrząc bacznie w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się ponownie, nieco ironicznie.
- Przyszedłem do przyjaciela. - oznajmił akcentując ostatnie słowo. Elena bez słowa wpuściła go do środka nie mogąc uwierzyć, że ktoś taki mógł się przyjaźnić z Jonasem.
Gdy pomyślała o nim, od razu się pojawił w holu. Był zdziwiony obecnością jego przyjaciela, ale szybko do niego podszedł i uściskał go.
- Cześć dupku. - przywitał się z nim Hofmann. Dziewczyna spojrzała na niego z niedowierzaniem i zdziwieniem.
- Cześć. - odparł "dupek".
- Znasz Elenę?
- Nie. - powiedział szybko chłopak i spojrzał wymownie na przyjaciela. On jednak nie przejął się tym wzrokiem.
- Elena, to Erik. Erik to Elena. - przedstawił ich sobie, ale żadne nie wyrażało chęci do podjęcia tematu. - Okay... Och, znalazłem telefon! Zaraz zadzwonię po taxi. - krzyknął patrząc na stolik, gdzie znajdował się przedmiot. Elena i Erik spojrzeli na niego. Jedno z rozbawieniem, drugie ze zdziwieniem.
- Nie musisz, Jonas. - uśmiechnęła się lekko brunetka. Zlustrowała przy okazji Durma.
Tak znała go. Przynajmniej z widzenia. Wiedziała, że był obrońcą, ale nie wiedziała że w rzeczywistości był takim człowiekiem. Uważała go za przystojnego i sama się dziwiła dlaczego nikogo nie ma, ale widocznie poznała powód. Był dupkiem. Przystojnym dupkiem. Miał blond włosy zaczesane na bok, przyciągające na odległość, błękitne oczy i perfekcyjne usta. Dodatkiem był przyjemny głos. Określenie Hoffmana idealnie pasowało do niego. Chociaż czuła wyraźną niechęć do blondyna, intrygował ją.
- Napewno? - wyrwał ją z zamyślenia brunet. Kiwnęła głową. - To chociaż z tobą poczekam na dworze. - zaproponował na co przytaknęła. Mogła go spokojnie wypytać o Durma. Zostawiła ich na chwilę i zadzwoniła po taksówkę. Następnie wyszli razem z mieszkania schodząc na dół. Oczywiście Elena nie uraczyła Erika żadnym pożegnalnym słowem ani on się tego nie domagał. Widać było u niego obojętność a nawet niechęć do niej. I to ją irytowało.
- Co jest ze mną nie tak? - spytała Jonasa gdy wyszli na dwór.
- Nic. Jesteś w porządku. - zaprzeczył szybko po czym westchnął. - To jest skomplikowane, okay?
- Chyba zrozumiem.
- Ja ci tego nie mogę wyjaśnić. - stwierdził jej towarzysz spoglądając w ziemię. - Tylko on.
- Kto?
- Erik, ale nie naciskaj na niego. Może kiedyś...
- Co kiedyś?
- Patrz! - pokazał palcem na coś z tyłu. Odwróciła się gwałtownie. - Taksówka już jest.
- Hej, nie dokończyłeś. - naburmuszyła się brunetka.
- O to chodzi. Przynajmniej wiem, że jeszcze się spotkamy. - uśmiechnął się szeroko, gdy samochód zatrzymał się niedaleko nich. - Do zobaczenia! - pomachał jej, gdy zbliżała się do pojazdu. Wsiadła do pojazdu. Kiedy myślał, że już go nie widzi, kopnął z całej siły o murek nieopodal miejsca, gdzie stali.
Od razu po powrocie do domu wzięła się do pracy. Włączyła komputer i natychmiast jej uwagę zwrócił nowy mail. Otworzyła go modląc się o przedłużenie terminu. Nic bardziej mylnego. Miała czas do jutra by wysłać pracę. Czym prędzej otworzyła edytor tekstu i już miała zacząc pisać, gdy zamarła. Nie potrafiła skleić choć zdania. Cały czas przed oczami miała Durma. Wyobraziła sobie jak podszedł do niej z uśmiechem a po chwili jego twarz wykrzywiła złość. Potem przeistoczył się w jej szefa. Otworzyła oczy kręcąc głową. Spojrzała na ekran komputera i bardzo powoli napisała pierwszy akapit tekstu. Dołożyła do niego dwa następne. Na końcu spojrzała na nie i nie czytając ich wysłała do szefa.
Chwilę później zadzwonił jej telefon. Pośpiesznie złapała go w rękę i odebrała biorąc głęboki oddech.
- Halo? - odezwała się niepewnie.
- Co to ma być? - zagrzmiał głos po drugiej stronie. Przeklnęła w myślach. - Miałaś wysłać na inny adres!
- Przepraszam.
- Wiem, że dopiero się uczysz, ale powinnaś wysłać na artikel@bild.de.
- Będę pamiętać. - zapewniła.
- To do jutra! - pożegnał się z nią pogodnie i rozłączył się.
Dziewczyna prychnęła opierając się o fotel. Wyłączyła komputer i pogrążyła się w swoich myślach.

- Kim chciałabyś być w przyszłości? - zapytał ją Kevin patrząc się na boisko.
- A ty? - spytała unikając odpowiedzi. - Piłkarzem. - odparł uśmiechając się lekko. - Nie odpowiedziałaś mi.
- Nie wiem kim chcę być. - powiedziała cicho. Objął ją ramieniem.
- Możesz być kimkolwiek chcesz. Jesteś świetna z polskiego. Zawsze mi pomagasz, chociaż jesteś w niższej klasie. Ba! Jeszcze w gimnazjum. - uśmiechnął się, po czym kontynuował. - Jesteś ładna. Możesz zostać modelką. Jesteś też inteligentna. Naprawdę masz w czym wybierać. Tylko wybierz mądrze. - mrugnął do niej mocniej ją przytulając.

*

- Pamiętasz co ci mówiłem pod koniec gimnazjum o zawodzie? - zapytał, gdy wracali po ich pierwszym spotkaniu do domów. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Kiwnęła głową.
- Jakżebym mogła zapomnieć twoje święte słowa. - parsknęła śmiechem przypominając sobie ich rozmowę sprzed laty.
- Jaki zawód wybrałaś?
- A ty? - spytała jak wtedy.
- Wiesz przecież. Powiesz?
- Dziennikarką sportową. Chyba twoje korki u mnie utwierdziły mnie w przekonaniu o tym zawodzie. No i oczywiście piłka. - uśmiechnęła się mrugając do niego.


W wieczorem, w sobotę dodałam Erika do zakładki "Bohaterowie", więc kto tam zajrzał (czyli nikt) ten znał odpowiedź na zagadkę.
Mam nadzieję, że ten rozdział choć trochę zrekompensuje Wasz zły humor po przegranej Borussii z Herthą a mi, że nie mogłam pojechać na ten mecz (choć miałam 2 godziny drogi do Berlina).

NEXT = 7 komentarzy

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 8.

- To do jutra. - pożegnał się Marco gdy zajechali pod jej mieszkanie. Zdziwiona uniosła brwi.
- Jak to jutro?
- Jeszcze się dobrze nie poznaliśmy. - uśmiechnął się blondyn. - Nie wiemy o sobie jeszcze wielu rzeczy.
- Jakiś ty ciekawski. - westchnęła Elena przewracając oczami.
- I zadzwonię. - dodał zachęcająco. - Obiecuję.
- To do jutra! - pochyliła się aby go pocałować. Nie w usta jak oczekiwał chłopak a w policzek.
- Jeszcze to nadrobimy! - krzyknął przez okno, gdy zbliżała się do drzwi. Wybuchnęła śmiechem. Pomachała mu na odchodne i weszła na klatkę schodową.
Po wejściu do mieszkania przebrała się w coś luźniejszego. Od razu wzięła się za swoje obowiązki, ale trudno było się jej skupić. Przed oczami miała cały miniony dzień. Co chwilę uśmiechała się na wspomnienie Reusa wygłupiającego się z Kevina. Potem ta kawa, podczas której miło spędziła czas. Zauważyła, że dużo ją łączy z Marco. Podobny charakter, podejście do życia i oczywiście zamiłowania. Oboje lubili się dobrze zabawić, żyć chwilą i nie patrzeć na konsekwencje.
Jednak jak z czasem zauważyła miał kilka różnych twarzy. Raz był szarmancki, taki idealny. W innej sytuacji zabawny, wesoły a w tej ostatniej poważny, zdystansowany, lekko ironiczny. Zauważyła ją wtedy, gdy zaczął mówić o paparazzi. Najbardziej lubiła tą drugą twarz. Nie lubiła ludzi, którzy chcą być ideałami. A nie chciała nie lubić Reusa.
Oderwana od zajęć natłokiem myśli postanowiła się przejść. Ubrała bluzę, słuchawki i wyszła z mieszkania.
Nie wiedziała gdzie chce pójść. Szła przed siebie poznawając na nowo Dortmund. Ruch pieszych na ulicy był umiarkowany. Najwięcej ludzi było przy stadionie. Szli w kierunku FanShopu lub wejścia na Signal Iduna Park. Przystanęła na chwilę i usiadła na pobliskiej ławce. Przymknęła oczy rozkoszując się miejskim szumem. W rytmie muzyki lecącej z telefonu zaczęła lekko ruszać głową. Do tego doszło stukanie piętą o ziemię. Elena, robisz z siebie idiotkę, pomyślała, lecz nie przejęła się tym specjalnie. Jednak coś jej przeszkadzało. Nie mogła się do końca rozluźnić.
Otworzyła oczy. Przed nią przechodzili ludzie kompletnie nie zwracający na nią uwagi. Po lewej siedziała para również nie patrząc w jej stronę. Spojrzała w prawą stronę i na chwilę wstrzymała oddech.
- Ty mnie śledzisz? - spytała chłopaka siedziącego tuż obok niej i zdjęła słuchawki.
- Nie, wracałem do domu z zakupów. - pokazał dwie pełne torby. Z zaciekawieniem zajrzała do środka i zaśmiała się.
- Rozumiem, że szykuje się małe chlanie. - uśmiechnęła się myśląc o zakupionym alkoholu w reklamówkach.
- Nie! - zaprzeczył brunet i uśmiechnął się łobuzersko. - Uzupełniałem zapasy.
- Niezła ściema.
- Ale ja prawdę mówię! - położył prawą rękę na sercu. - A może wejdziesz do mnie? Też mam fajną muzykę. Potańczymy...
- ...przy procentach.
- To ty to powiedziałaś, mała.
- Powiedział Jonas Hofmann. - prychnęła patrząc na jego niewysoki, jak na piłkarza, wzrost.
- Hej, hej, hej koleżanko! Masz coś do mnie?
- Nie skądże. - szybko zaprzeczyła Elena, ale uśmiech wkradł się na jej twarz.
- Tak myślałem. Chodźmy! - oznajmił i zaprowadził ją do swojego mieszkania, które było niedaleko.
Szli może z pięć minut gdy ujrzeli nowoczesny blok mieszkań. Był biały, wysoki i otoczony ze wszystkich stron płotem. Każde mieszkanie miało średniej wielkości balkon wychodzący w ich stronę a obok niego okno. Taki schemat był w co drugim mieszkaniu poziomo. Ci co nie mieli, posiadali dwa okna. Całość jednak była godna podziwu.
- No nieźle. - szepnęła do siebie.
Jonas podszedł do furtki i za pomocą karty, którą przyłożył do czytnika, otworzył je. Przepuścił pierwszą Elenę a następnie sam wszedł.
- Z drugiej strony jest parking a obok niego plac zabaw jakbyś chciała się pobawić. - oznajmił uśmiechając się lekko.
- To chodźmy! - zaproponowała i nie czekając na jego reakcję pobiegła tam. Słyszała jak się zaśmiał, ale podążył posłusznie za nią.
Usiadła na huśtawkę i mocno odepchnęła się nogami. Wokoło nie było nikogo. Poleciała wysoko w górę i zamknęła oczy. Przypomniała sobie jak to Kevin w dzieciństwie ją bujał. Dzielnie odpychał ją od ziemi tak, że wydawało jej się wtedy, że może dotknąć samych chmur.
Teraz było tak samo. Gdy zniżała się ku ziemi Poczuła jak zostaje nagle odepchnięta ponownie. Tym razem to Jonas ją odepchnął, ale już nie tak wysoko.
- Hej, hej, koleżanko! - krzyknął Hofmann a ona otworzyła nagle oczy i przez nieuwagę wyleciała z huśtawki na piasek. Na szczęście był to niska odległość i nie zabolało ją mocno. Natomiast wybuchnęła śmiechem, kiedy chłopak pochylił się zatroskany nad nią. Pamiętała jak Großkreutz patrzył na nią podobnym wzrokiem a potem oboje śmiali się do łez. Nie znali powodu, ale to była jedna z tych chwil, gdy czuła Elena czuła z nim dziwną, trwałą więź. Być może to była przyjaźń a może coś więcej. Jednak mogła ona zniknąć wraz z wypowiedzeniem dwóch słów "Kocham Cię".
- Kontaktujesz ze światem? - spytał Jonas. Zamyślona spojrzała na niego i lekko kiwnęła głową.
Pomógł jej wstać i powoli doszli do jego domu. Na szczęście mieszkał na trzecim piętrze, ale brunetce to było obojętne. Brunet ciągle o czymś mówił, ale gdy się zorientował że gada do siebie przestał. Wydawał się odrobinę zasmucony. Wpuścił ją do swojego mieszkania, posadził ją na sofie i sam na chwilę zniknął. Dziewczynie się wydawało, że czekała pół godziny ale było to o wiele krócej.
Wkrótce wrócił niosąc ze sobą koszyczek z napojami. Ku zaciekawieniu Eleny postawił go na stole i po kolei wyciągał rzeczy. Jak się okazało był to alkohol. Zaczynając od piwa kończąc po winie a nawet wódce.
- Bez alkoholu nie ma zabawy! - powiedział zgodnie z mottem Kevina. - Coś lekkiego na początek?
- Nie. - westchnęła. - Coś mocnego, bo muszę zapomnieć o czymś o czym nie chcę dzisiaj myśleć.
Chłopak posłusznie nalał jej trunek a ona od razu go wypiła do dna. Zamknęła na chwilę oczy chcąc poukładać wszystko w głowie. Następnie zaczęła swój wywód:
- Zawsze chciałam być szczęśliwą. Mieć rodzinę, przyjaciół, chłopaka. To drugie zostało spełnione, ale reszta nie. Niby mam przyjaciół, lecz kto tak naprawdę jest mi lojalny? W każdej chwili mogą mnie zostawić. A tego najważniejszego mogę w jednej chwili również stracić przez dwa głupie słowa. Wiesz jakie to frustrujące? Znacz kogoś całe życie, wiesz o nim wszystko a tu nagle dupa. Czasami w życiu spotykamy osobę, którą kochamy i nie możemy bez niej żyć. Ale, kurwa, jeden błąd, popieprzony błąd i jesteś sam. Naprawdę świat jest dziwny. - wzięła łyk alkoholu, który w międzyczasie dolał Hofmann. - A najgorsze, że nie mamy wpływu kto tą osobą będzie. Miłość nie wybiera? Bzdura. Miłość to względne uczucie. Mówimy o nim sami nie znając jego znaczenia. Może ja też nie wiem co to jest. Może się tylko zadurzyłam? Miłość nie zawsze jest związana z naszym "osobistym narkotykiem". Możemy kogoś potrzebować, ale nie kochamy go, chcemy wykorzystać. I pojawia się pytanie gdzie jest sprawiedliwość na świecie? Nie ma jej, rozumiesz? - zakończyła swoją wypowiedź szeptem. Zamknęła oczy i poczuła wewnętrzny spokój. Było jej lżej, gdy mogła z siebie to wyrzucić.
- Hej, napewno nie jest tak źle jak myślisz. - próbował pocieszyć ją chłopak. - Jakoś się spotkaliśmy a to już jakaś sprawiedliwość, co nie? - spytał Jonas wywołując uśmiech na twarzy dziewczyny.
- Może masz rację. - przytaknęła mu Elena. - Jednak muszę wrócić do domu, bo mam obowiązki, niestety. - westchnęła zrezygnowana wstając i kierując się ku wyjściu. Brunet podążył za nią.
- Zamówić ci taksówkę?
- Nie.
- I tak ci zamówię. - oznajmił wesoło i wrócił do salonu po telefon.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi na który brunetka lekko podskoczyła ze strachu. Parsknęła śmiechem na własną reakcję.
- Otworzysz? - spytał ją spoglądając na nią przez ułamek sekundy. Kiwnęła twierdząco głową. - Nie mogę znaleźć telefonu.
Z uśmiechem na ustach podeszła do drzwi chcąc jak najmilej przywitać gościa. Perfekcyjna pani domu, pomyślała. Otworzyła drzwi i po chwili jej uśmiech zbladł. Każdego się spodziewała, ale nie jego.
- To znowu ty.

No to bawimy się w "Zgadnij kto to!"!
A tak na serio to przepraszam za rozdział z jedno-dniowym opóźnieniem. Postaram się dodawać na czas. Obiecuję!

Dacie radę 6 komentarzy?

PS KUBA WRACA DO PODSTAWOWEGO SKŁADU! RADUJMY SIĘ!

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 7.

Przez cały trening uśmiech nie schodził z jej twarzy. Marco rozśmieszał ją w każdy sposób. A to podstawiał nogę Kevinowi lub specjalnie się obijał doprowadzając do szału trenerów. Großkreutz na początku się wywalał wywołując śmiech u kolegów, lecz potem zrobił Reusowi podobny kawał. Gdy biegali tyłem wyprzedził blondyna i kucnął opierając się rękoma o trawę. Chłopak runął tyłem o trawę robiąc fikołka. Wszyscy wybuchnęli śmiechem włącznie z Eleną i sztabem szkoleniowyn. Następnie Klopp przywołał do siebie wszystkich chłopaków i pogratulował Kevinowi.
- Dzięki, Kevin za sprowadzenie Marco na ziemię. - oświadczył a salwa śmiechu ponownie przeszła po zebranych. Nawet Reus się zaśmiał i uderzył Großkreutza w plecy. Brunet poleciał do przodu zaskoczony tym przyjacielskim gestem. Znowu wszyscy wybuchnęli śmiechem roniąc przy tym łzy.
- Dobra, koniec zabawy! - przekrzyknąl Klopp śmiejących się. Momentalnie zamilkli. - Ruszyć dupy i do roboty!
Pogoniwszy piłkarzy do biegania usiadł z zadowoleniem na ławce. Jest w swoim żywiole, przemknęło brunetce i również się uśmiechnęła.
Po treningu umówiła się z Kevinem, że poczeka na niego przy szatni. Każdy wchodzący piłkarz uśmiechał się w jej stronę. Niektórzy zagadywali ją jak Pierre, Mats, Marco i Jonas. Ten ostatni się przedstawił i chwilę z nią pogadał, ale zaraz jego kolega pociągnął go za sobą. Nie zwrócił na nią uwagi. Poczuła się dotknięta, ale zaraz przybył Reus przez którego zapomniała o tym wydarzeniu.
- Źle zaczęliśmy, maleńka. - westchnął opierając się o ścianę tuż obok niej. - Może pójdziemy na kawę i poznamy się od nowa? Bez żadnej przeszłości i relacji. - uśmiechnął się lekko. Odwzajemniła uśmiech. Nie musiała mówić, że się zgadza. Zrozumiał.
- Woody, idź się przebierz! - zarządził Hummels wyłaniając się z szatni. - Cuchniesz jak... ty. - zaśmiał się z własnego żartu.
- No biegnij, blondasku. Poczekam na ciebie. - pogoniła blondyna. Posłusznie podążył za brunetem. Na odchodne puścił jej perskie oko. Parsknęła śmiechem.
Oparła się plecami o ścianę przymykając oczy. Podczas ich pierwszego spotkania po latach był taki idealny. Potem zabawił się nią (a może ona nim?). Teraz chciał ją poznać. Jego charakter zmieniał się ze względu na sytuację.
- El? - głos Kevina wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła szybko oczy. - Idziemy? Możemy coś zjeść po drodze.
- Przed chwilą umówiłam się z Marco na kawę. - oznajmiła a błysk w jego oczach zniknął.
- Spoko.
- Przepraszam. - wyszeptała.
- Nie masz za co. - uśmiechnął się sztucznie. - W końcu wolny kraj, nie?
- No jasne. Słuchaj... - zaczęła, ale przerwał jej kobiecy głos.
Dziewczyna o blond włosach i zielonych oczach pojawiła się przed nim. Wygląda jak Barbie, pomyślała Elena. Kobieta była ubrana w różowy żakiet i miniówkę. Oczywiście również koloru różu były wysokie obcasy. Duża ilość makijażu dopełniała całość i odpychała brunetkę na co najmniej kilometr.
- Jutro pod gabinetem. Tak? - spojrzała na Kevina wcześniej lustrując wzrokiem pannę Wright.
Chłopak kiwnął szybko głową unikając pytającego wzroku przyjaciółki.
- Lisa, Kloppo cię wołał. - wtrącił się do rozmowy Marco. Elena była niemal pewna, że skłamał.
- Ach, tak. - westchnęła ciężko blondynka. - Tyle pracy na głowie.
- Taki zawód. - uciął zniecierpliwiony blondyn. Zwrócił się do brunetki. - Idziemy, mała?
- Pewnie. - zgodziła się dziewczyna machając na odchodne Kevinowi.
Idąc za blondynem w żaden sposób nie skomentowała tej sytuacji. Nie zamieniła z nim słowa aż do wejścia do samochodu. Do tego czasu Marco przyglądał jej się uważnie co ją zirytowało.
- Kto to był? - wypaliła gdy zapięła pasy. Chłopak zaśmiał się cicho.
- O to ci chodziło! - parsknął śmiechem, lecz widząc minę Eleny spoważniał. - Jest to nasza nowa pani psycholog, Lisa Andelberg.
- Aha.
- Zazdrosna?
- O ten plastik? Chyba mocno walnąłeś się w głowę, Reus.
- Nie sądzę, Wright.
- Jednakże radzę wizytę u lekarza.
- Dzięki za troskę, ale myślę że potrafię o siebie zadbać.
- Lub twoja partnerka. - uśmiechnęła się słodko dziewczyna, lecz sztucznie.
- Kochanie, masz stare info. Jestem singlem jak ty. - odparł z podobną miną Marco.
- A skąd blondasku to wiesz? Bo kolor twoich włosów na to nie wskazuje.
- Co masz do moich włosów? Gdybyś nie była singielką to byś ze mną nie flirtowała, bo byś miała faceta prawie tak zajebistego jak ja. - uśmiechnął się tak radośnie, że dołeczki pojawiły się w jego policzkach. - Jesteśmy na miejscu.
- W końcu! - ucieszyła się Elena. Była zadowolona, że wydobyła z niego tą cenną informację. Nie chciałaby się zadawać z chłopakiem, który jest zajęty. Pewnie dla Reusa zrobiłaby wyjątek. W końcu tyle go zna lat! Uśmiechnęła się sama do siebie.
- Ślicznotko, wysiadaj! - rozkazał Marco otwierając drzwi. Posłusznie wysiadła i podążyli do lokalu.
Gdy weszli blondyn zaprowadził ją do kąta kawiarni, aby żaden paparazzi ich nie zauważył. Brunetka wtedy zauważyła jak bardzo ceni sobie prywatność.
- Jak widać sława ma swoje plusy i minusy. - zauważyła bystrze.
- Uwierz, więcej minusów. - westchnął i otarł niewidzialny pot z czoła. Dziewczyna parsknęła śmiechem. - Tłum fanek, które oddałyby wszystko by cię dotknąć, zrobić z tobą zdjęcie, zdobyć autograf. To miłe, ale czasami przekraczają pewną granicę.
- Jaką?
- Raz widziałem jadąc autem jak inny samochód mnie śledzi. Wybierał te same drogi co ja. Nie mogłem wrócić do domu! Krążyłem z pół godziny obok mojego domu aż w końcu odjechał. Ale i tak to pikuś w porównaniu z paparazzi. Nigdzie nie wyjdziesz bez pojawienia się w jutrzejszym magazynie plotkarskim! Pewnie już wymyślają tytuł związany z moją nową miłością i innymi pierdołami.
- Twoja miłość nie będzie mieć łatwo. - uśmiechnęła się panna Wright.
- No nie ma łatwo. - zgodził się z dziewczyną opierając się wygodnie plecami o krzesło.
Elena uniosła brew, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo pojawiła się kelnerka. Złożyli zamówienie a raczej ona, bo Marco bardzo długo się zastanawiał nad kawą. Gdy w końcu się zdecydował i ona, i kelnerka były podirytowane. Przepraszającym wzrokiem obdarzył obie kobiety uśmiechając się lekko.
- Nie jesteś singlem! - oznajmiła oskarżycielsko gdy zostali sami.
- Jestem. Zdobywam ją powoli. - odparł zadwolony Reus. Elena popatrzyła na niegi spode łba.
- Ładnie to się tak ze mnie nabijać? - spytała a gdy kiwnął głową schowała twarz w dłonie. Po chwili podniosła głowę. - To kim jest twoja wybranka?
- Dowiesz się jak ją zdobędę. A robię to niestety lub stety, bardzo powoli - uśmiechnął się złośliwie, ale szybko skrzywił się. Brunetka kopnęła go w nogę. - Hej, hej, bo kontuzje złapię!
- Już się boję! - przewróciła oczami El.
- Taka osobowość jak ja to poważny ubytek w kadrze! - oburzył się Marco. Elena wybuchnęła śmiechem.
- Jesteś niemożliwy, Reus.
- Taka moja rola, Wright.

Jesteście niemożliwe jak Reus! Patrzę z rana 3 komentarze a potem... 6! Dzięki! Danke! Gracias!
Trzymamy kciuki za BVB!

PS Będzie mi miło jeśli nadal będzie tyle komentarzy (nawet jedno zdaniowe).

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 6.

- Keeevin, no proszę! - błagała swojego przyjaciela o zgodę. Od pół godziny prosiła go aby mogła pójść na trening Borussii. Co prawda Klopp nie miał żadnych zastrzeżeń do gości, jeśli to był luźny dzień, ale Kevin je miał. Jak zwykle coś mu nie pasowało.
- Będziesz nas dekoncentrować i nie przygotujemy się odpowiednio do meczu. - argumentował jej swoją decyzję, ale Elena i tak wiedziała swoje. Powód był inny.
- Okay, zadzwonię do Marco. - użyła swojej ostatecznej broni. Było to głupie, bo nawet nie wiedziała czy odbierze. Chciała jednak zaryzykować.
- Dobra, pojedziesz na trening, ale masz być cicho jak myszka. - zgodził się w końcu, co ją bardzo zdziwiło. Jeśli takimi argumentami miała go przekonać to jej to pasowało.
- No jasne. - odparła pewnie. - Dzięki. - stanęła na palcach i cmoknęła go w policzek.
Pobiegła do pokoju i otworzyłaml szafę zastanawiając się co ubrać. Chciała ubrać coś wyzywającego; bezrękawna bluzka podkreślająca jej biust i i krótkie, obcisłe spodenki. Jak postanowiła tak zrobiła. Gdy ją zobaczył widziała szok w jego oczach. W żaden sposób tego nie skomentował, ale zrobiła na nim wrażenie. I o to jej chodziło.
Dojechali dużo przed czasem więc Großkreutz postanowił ją oprowadzić po stadionie a potem pojechać do Brackel. Ucieszyła się bardzo. Zawsze chciała poznać wszystkie zakamarki Signal Iduna Park. A teraz jej marzenie się spełniło. Zaprowadził ją w najważniejsze miejsca na Westfalenstadion. Wszystko starała się uchwycić i zachować w swojej pamięci. Śmiała się, gdy Kevin opowiadał jej o dowcipach w szatni a wzruszała jak widziała zdjęcia przedstawiające wygrany finał Ligi Mistrzów. Jak ona chciała to przeżyć z nim. Chwile radości świętować a smutku pocieszać. Niestety, była tysiące kilometrów stąd wpatrując się w szklany ekran zwany telewizorem.
Wpatrywali się dłuższą chwilę w obraz przedstawiający drużynę świętujące Mistrzostwo Niemiec w 2011 roku. Kevin milczał, ale można było zobaczyć z jakim utęsknieniem patrzy. Zawsze chciał, aby BVB odnosiło sukcesy, ale gdy tak się nie stawało to motywowało go to pracy. Jak nie grał jeszcze w swojej ukochanej drużynie to dopingował ich z całej sił. Teraz zostawiał całe swoje serce na boisku. I za to go uwielbiali kibice.
- Brakowało mi ciebie. - wyznał w pewnej chwili wyrywając ją z rozmyślenia. Zauważając jej minę kiwnął głową w kierunku zdjęcia. - Ale wiem, że wtedy nie mogłaś być. Chodź, bo się spóźnimy. - zakończył biorąc głęboki wdech. Odwrócił się i złapał ją za rękę prowadząc do wyjścia.
- Racja. - zgodziła się z nim i ruszyła za nim.
- Jestem Elena. - to zdanie powtarzała odkąd pojawiła się w Brackel. Każdy chciał poznać nieznajomą towarzyszącą Kevinowi. Oczywiście pierwsi byli Mats i Pierre, którzy już znali dziewczynę i z przyjemnością przedstawiali ją kolegom. Gdy zerkała na Kevina uśmiechał się, ale to było sztuczne. Znała go już dobrze aby zauważyć coś takiego.
Miło było być w centrum uwagi, poznać tyle życzliwych ludzi, ale czekała na jedną osobę. Marco. Chciała mu pokazać, że nie zostawi go w spokoju. Pokaże mu co to zemsta. Skoro on się nią zabawił to czemu ona nie nim? Ani razu nie zadzwonił. To było dla niej okropne.
Wyszła, gdy zaczęli się przebierać. Podążyła w kierunku wyjścia na murawę. W międzyczasie włączyła pocztę czytając nowe wiadomości z pracy. Znowu przypomnienie o spotkaniu, które ją czekało w pracy. Znowu spam, który nie został zaliczony do słusznej dla niego kategorii. O wiele dłużej przeglądałaby skrzynkę gdyby nie zderzenie ze ścianą. A przynajmniej tak wydawało jej się. Jej głowa uderzyła w coś twardego a ciało zrobiło podobny ruch. Jednak nie odbiła się jak to by było w przypadku ściany. To przedmiot się odbił z nią i oboje odskoczyli.
Uniosła wzrok. Jej oczy spoczęły najpierw na blond włosach, potem na błękitnych oczach a na koniec na wąskich ustach. Złapała się za czoło wykrzywiając twarz w bólu.
- Znowu się spotykamy. - oznajmiła opierając się o ścianę plecami.
- Tak. - odparł szybko. - Nic ci nie jest? - dodał podchodząc do niej.
Dziewczyna czekała na jego dalsze ruchy. Położył rękę na jej czole. Powoli jednak zjeżdżał nią po jej twarzy w dół. Elenie przeszły przyjemne dreszcze po plecach.
Złapała go za rękę i zaprowadziła do łazienki. Jakimś cudem wiedziała gdzie iść co zdziwiło nawet ją.
Była to chyba męska. Marco lekko ją popchnął w kierunku kabiny. Zamknął ją zwinnym ruchem. Równie szybko pocałował ją w usta schodząc nimi coraz niżej. Gdy zjechał do biustu dziewczyna go odepchnęła. Następnie pociągnęła go za koszulę i złączyła ich usta na krótką chwilę. Otworzyła drzwi i bez słowa wyszła.
Weszła na murawę szukając wzrokiem Kloppa. Nie musiała długo szukać. Siedział zgarbiony na krzesełku i patrzył się w zarysowaną kartkę. Gdy podeszła do niego podniósł wzrok. Na jej widok uśmiechnął się jakby byli starymi przyjaciółmi, którzy się dawno nie widzieli.
- Elena, jak mniemam? - odezwał się wstając gwałtownie. Przytaknęła. - Dziewczyna czy przyjaciółka Kevina? Wybacz, bo tyle o tobie mówi, że sam już niewiem.
- Przyjaciółka. - odparła z uśmiechem. - Tak on nigdy nie potrafi się zamknąć.
- Otóż to! - zaśmiał się obserwując wychodzących na murawę piłkarzy. Po pięciu minutach dołączył do nich Reus.
- Przepraszam cię na chwilę. Muszę opieprzyć Reusa. Taki obowiązek. - uśmiechnął się odchodząc w stronę blondyna.
Ze złośliwym uśmieszkiem obserwowała jak trener z nim rozmawia. Po jego minie wnioskowała, że nie była to miła konwersacja. Ich spojrzenia się ze sobą spotkały. Zmrużył gniewnie oczy, ale na jego twarzy był uśmiech. Elena uniosła brwi i odwzajemniła uśmiech. Remis, mówiły jej oczy.

Taki sobie rozdział. Wiem i przepraszam. Obiecuję poprawę.

NEXT = 5 KOMENTARZY

PS Przekroczyliśmy barierę 2000 wyświetleń!
PS 2 Po zakończeniu tego opowiadania będzie nowe (również o BVB)!